16. Pomysł >> poniedziałek, 6 czerwca 2011 18:56:43
Witajcie moi drodzy!
Wiem, że daaaawno tutaj nie zaglądałam, ale niestety naprawdę nie miałam czasu. Nie wiem czy ktoś jeszcze tutaj zagląda i czyta, ale i tak postanowiłam dodać nową notkę. Mam nadzieję, że mi się udało, bo dawno już nic nie pisałem, a nie chciałabym wypaść z wprawy.
Zachęcam do czytania i komentowania. ;)
*****
Dni mijały pomału. Odkąd Bill wyszedł ze szpitala i poleciał do Niemiec minęło 4 dni. Czas płynął normalnie, chociaż niektórym dłużył się niemiłosiernie. W trakcie pobytu w domu, czarnowłosy chłopak odzyskał głos, chociaż nadal musiał na siebie uważać. Trasa koncertowa została przełożona o miesiąc z powodów zdrowotnych wokalisty, który wcale z tego powodu się nie cieszył. Próbował skontaktować się z szatynką na różne sposoby, ale żaden z nich nie był skuteczny. Razem z Tomem pojechał pod jej dom, ale nikogo tam nie zastał, więc był zmuszony wrócić i czekać na dalszy bieg wydarzeń…
*****
Siedziałam w pokoju i zastanawiałam się nad sytuacją, w której się znalazłam. Bolało mnie to, co się ostatnio stało i mimo tego, że dzień mijał za dniem to wcale nie było mi lepiej. Oczywiście Martin cały czas uważał, że popełniam błąd nie chcąc się spotkać z Billem, nie dając mu szans na jakąkolwiek obronę, ale jakoś mało mnie to interesowało. Nie było chwili, abym nie dostawała SMS-ów od Toma, któremu chyba bardziej zależało na pogodzeniu mnie i brata, niż samemu Czarnemu. Od niego nie dostałam żadnej wiadomości od przylotu do Niemiec. Tłumaczyłam to sobie tym, że nie miał czasu, że fanki go oblegały, że nadal się nie najlepiej czuje, ale z drugiej strony byłam zła za brak odzewu. Wszystko mi się mieszało.
Siedziałam na parapecie i wpatrywałam się w dal. Nagle przyszedł mi do głowy wspaniały pomysł. Szybko wybiegłam z pokoju i znalazłam się w salonie, gdzie akurat siedział mój kuzyn i rozmwiał ze swoimi rodzicami, którzy już wrócili z podróży, ale wybierali się na kolejną. Oni to byli dopiero zapracowanymi ludźmi.
- Coś się stało? – spytała ciocia widząc moją minę. Nie bardzo chciałam im mówić co przyszło mi do głowy, więc wymijająco powiedziałam, że szukałam Martina, żeby pomógł mi w pracy domowej z matematyki. Spojrzałam znacząco na kuzyna.
- Ok, to ja jej pomogę, a wy dokończcie się pakować. – powiedział do rodziców i chwilę później zniknęliśmy w moim pokoju, na piętrze.
Martin uważanie mi się przyglądał, gdy zamykałam za nami drzwi. Wydawało mi się, że on już wie, co mam zamiar powiedzieć, ale musiałam być pewna.
- Mam pomysł – powiedziałam siadając naprzeciwko niego.
- Już się boję. – zażartował. – Mów, co przyszło ci do głowy.
- Muszę stąd wyjechać. I to jak najszybciej. – powiedziałam poważnie.
- Wakacje za kilka miesięcy dopiero, wiec nie wydaje mi się, żeby to było możliwe.
- Ja nie mówię o wakacjach Martin. – powiedziałam. – Chcę stąd wyjechać i już nigdy nie wracać, nie chcę mieszkać w Niemczech. Muszę się stąd wydostać.
- Angela, jak ty to sobie wyobrażasz? – zapytał i już wiedziałam, że nie spodobał mu się mój pomysł.
- Normalnie. Po prostu. – powiedziałam i wstałam podchodząc do okna.
- Ale wytłumacz mi po co? – zapytał.
- Po prostu, nie chcę tutaj mieszkać. Źle się tu czuję. – starałam się dobierać słowa jak tylko mogłam.
- Moi rodzice źle cię traktują?
- Martin, nie chodzi mi o twój dom, ani o twoich rodziców. Jest mi tu dobrze, niczego mi nie brakuje i jestem za to dozgonnie wdzięczna, ale ja nie mogę mieszkać w tym samym państwie, co on, a tym bardziej w tym samym mieście.
- To o Billa chodzi. – zapytał, a raczej stwierdził i podszedł do mnie. Razem patrzyliśmy w milczeniu w okno. – Jak chcesz to zrobić? – zapytał w końcu.
- Z twoją pomocą, bo samej mi się nie uda. – odpowiedziałam i spojrzałam na kuzyna.
- A dokładniej?
- Mogę wyjechać z tobą i zamieszkać jeśli się zgodzisz. Na chwilkę, dopóki nie uda mi się czegoś wynająć. – mówiłam. Z każdym moim słowem oczy Martina były coraz większe.
- Angela. Uspokój się. To też nie takie proste. Co powiesz moim rodzicom? – zapytał.
- Chwilowo nic. Oni przecież znowu wyjeżdżają. Nie muszę nic wiedzieć.
- To zły pomysł, w sumie najgorszy jaki miałaś. Od kiedy uciekasz przed problemami, co? – zapytał.
- Odkąd poznałam Billa i złamał mi serce. Po prostu chcę zacząć coś nowego, nowe życia z dala od tego, co się tutaj stało. – westchnęłam i spojrzałam z nadzieją na kuzyna.
- A może zrobimy tak, najpierw wynajmiemy ci jakiś hotel w innym mieście, niedaleko, żebyś mogła się na spokojnie zastanowić, co? Albo może wyjechałabyś na jakies krótkie wakacje? – zaproponował. To co mówił brzmiało dobrze, ale ja nie chciałam tego na chwilę, musiałam to zmienić na zawsze. Musiałam wyjechać, żeby zapomnieć i poukładać sobie wszystko na nowo, tak jak chciałam, tak jak powinno to być.
- Ale Martin… - zaczęłam.
- Nie ma żadnego „ale”. Pakuj się i jutro z samego rana gdzieś lecimy. – powiedział i dodał widząc moją minę – Ty chyba nie myślałaś, że pozwolę lecieć ci samej? – uśmiechnął się, cmoknął mnie w policzek i wyszedł z pokoju. Słyszałam, jak krzyczał do rodziców, że wyjeżdżamy na krótkie wakacje, więc nikogo nie będzie w domu.
Niby to miał być świetny pomysł, ale jakoś nie byłam przekonana. Chciałam wyjechać z Niemiec na zawsze, a nie na tydzień z kuzynem. Chociaż z drugiej strony uważałam, że wakacje w ciepłych krajach by mi się przydały. Nie zwlekając dłużej zaczęłam się pakować, wyjęłam wszystkie letnie ciuchy jakie miałam i pakowałam te, które uważałam, że się nadają. Po dwóch godzinach byłam gotowa.
Po południu Martin odwiózł rodziców na lotnisko. Wieczorem oznajmił, że lecimy na Malediwy, żeby wypocząć i niczym się nie przejmować. Lot miał być nazasjutrz o 10:00 rano.
*****
- Co robisz? – zapytał Tom wchodząc do mojego pokoju.
- A nic, leżę sobie. – odpowiedziałam nie ruszając się z łóżka.
- A nie masz zamiru wstać? – zapytał i uważnie mi się przyjrzał.
- A czemu mam wstawać? Tak mi wygodnie. – powiedziałem i spojrzałem na brata, który wcale nie wyglądał na zadowolonego.
- Słuchaj, minęły cztery dni, a ty nic nie robisz. Co się dzieje?
- A co mam robić? – zdziwiłem się. – Przecież lekarz powiedział, że mam się nie wysilać, więc korzystam z tego ile się da.
- Bill, ja nie mówię o twoim głosie. – rzekł. – Mówię o tym, co robisz, a raczej czego nie robisz, a powinieneś robić.
- A tak jaśniej. – powiedziałem podnosząc się z łóżka.
- Co z Angelą? Napisałeś do niej? – zapytał.
- Aha, o to ci chodzi. – westchnąłem. – Nie, nic nie napisałem, bo uznałem, że skoro tobie nie odpisuje to mi tym bardziej.
- Nawet nie spróbowałeś? – zapytał zdziwiony.
- Nie. – przyznałem. – Za to… - zacząłem.
- Coś wymyśliłeś? Wiesz jak się z nią pogodzić? – zapytał z nadzieją w głosie mój brat.
- Nie. Napisałem do Ann, żeby się z nia spotkać i wszystko wyjaśnić.
- No zajebiście. – naburmuszył się Tom, chociaż nie rozumiałem dlaczego.
- No co?
- Ona ci wmawia, że jest z tobą w ciąży, miłość twojego życia się do ciebie nie odzywa, bo ty nic sobie z tego nie robisz i teraz masz zamiar umówić się z byłą? Nadal cos do niej czujesz? – zapytał wyciągajac z kieszeni paczkę papierosów.
- Nie, nie czuję nic do niej. Po prostu chcę to wyjaśnić. – powiedziałem tłumacząc, tylko nie wiedziałem, czy tłumaczę to Tomowi, czy samemu sobie. – Daj fajkę. – dodałem.
- No chyba cię coś boli. – odsunął się ode mnie – Ty nie palisz. Masz zakaz palenie. Dopiero co odzyskałeś głos. – przypomniał mi.
- Dzięki, bez ciebie bym o tym nie wiedział. – naburmuszyłem się. – Ann dziś do nas przyjedzie. – dodałem, na co Tom zbladł, a papieros, którego właśnie chciał podpalić wypadł mu z ust.
- Po co?
- Muszę z nią porozmawiać, a później powiedzieć o wszystkim mamie. – zauważyłem i wcale niechętnie się do tego przyznałem.
- Żartujesz sobie? A co z Angelą? Przecież ją kochasz. – próbował mnie przekonać.
- Wiem. – westchnąłem. – Ale sam wiesz, że ona mnie nie zechce, sam wiesz, że ona z dzieckiem nie będzie konkurowała. Mogę jej obiecać, że dziecku niczego nie zabraknie, że będzie miało wszystko, ale dla niej to i tak będzie za mało i na nic się nie zgodzi. Poza tym – dodałem – ona nawet nie chce mnie słuchać. Wyleciała, nie pożegnała się.
- Napisała listy. – przypomniał mi Tom.
- Naprawdę super. – powiedziałem. Porozmawiałem jeszcze chwilkę z bratem i w końcu zdecydowałem się na szybki prysznic. Skoro Ann miała dziś przyjechać musiałem jakoś ochłonąć.
Siedziałem w salonie i oglądałem telewizję, gdy nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Już miałem zamiar otworzyć, ale Tom mnie uprzedził. Zza jego pleców zobaczyłem szczupłą dziewczynę o ciemnych włosach opadających na raamiona. Miała na sobie białą garsonkę oraz czarne szpilki. Wyglądała olśniewająco.
- Hej Ann. – przywitał się Tom. – Wejdź. – dodał widząc moją minę.
- Hej chłopaki. – powiedziała lekko zmieszana. Widziałem, że była zdenerwowana.
- Chodź. – powiedziałem i pociągnąłem ją za rękę. Kiedy tylko poczułem dotyk jej dłoni zrobiło mi się gorąco i natychmiast ją puściłem. Zauważyła to i lekko się uśmiechnęła. Poszliśmy do mojego pokoju zostawiając Toma na dole.
- Wiem, że musimy porozmawiać. – zaczęła, gdy tylko zamknąłem za nią drzwi.
- Nie mamy wyjścia. – powiedziałem i usiadłem na łóżku. Ann usiadła koło mnie. Źle się z tym czułem, nie chciałem być aż tak blisko niej. Nie po tym wszystkim, co się kiedyś stało, ale mimo tej niechęci nie umiałem się odsunąć.
- Musimy powiedzieć rodzicom. – powiedziała spokojnie uważnie mi się przyglądając.
- Najpierw chciałbym pójść z tobą do lekarza, aby potwierdził, że jesteś w ciąży. – powiedziałem.
- Mam test. – powiedziała i po chwili wyjęła go z torebki. Faktycznie, wynik był pozytywny. Pokazywał, że jest w ciąży.
- Czy to na 100%? – zapytałem oddając jej test.
- Tak, zrobiłam dwa.
- Mimo wszystko chciałbym pójść jutro z tobą do lekarza. Czy dasz radę umówić się na wizytę? – zapytałem.
- Bill – westchnęła – czy do ciebie nie dociera, że jestem z tobą w ciąży? – zapytała wstając z łóżka. Zacząła chodzić po pokoju, a ja nie mogłem przestać na nią patrzeć.
- Ann, wybacz ale to poważna sprawa i chcę mieć pewność. Z tym wiąże się wiele spraw. Zespół… - mówiłem, ale nie dała mi dokończyć.
- Dla ciebie tylko zespół się liczy. – powiedziała wchodząc mi w zdanie. – Nigdy nie stawiałes mnie na pierwszym miejscu, ale teraz – zrobiła krótką przerwę i podeszła do mnie tak, że jej twarz znajdowała się na wysokości mojej – będziesz musiał, nie masz innego wyjścia, albo wszyscy się dowiedzą, że Bill Kauliz będzie ojcem, a nie chce wziąć za to odpowiedzialności.
- Nie mów tak. Wiesz, że cię kochałem. – powiedziałem wstając, aby nie doszło do niczego, bo wiedziałem, że może się wszystko wydarzyć.
- To zachowaj się odpowiedzialnie.
- Ale Ann, ja z tobą nie byłem od dawna. Wydawałoby się, że minęły wieki, jakim cudem mogłaś zajść w ciążę, ze mną? – dziwiłem się. Chodziłem w te i we wte nie mogąc się uspokoić. Drażnił mnie ten temat, ale drażniła mnie również jej obecność, jej bliskość, czułem się nieswojo we własnym pokoju.
- Normalnie. – powiedziała. – Jeśli chcesz to jutro pójdziemy do lekarza, zbada mnie i zobacztsz, że jestem w ciąży. Później powmówimy z rodzicami o ślubie.
- Że co?! – krzyknąłem, aż sam mógłbym się tego wystraszyć. Spojrzałem na nią dzikim wzrokiem, ale widziałem, że nie żartuje. W jej ciemnych oczach mogłem czytać wszystko i byłem pewny, że mówi poważnie.
- To, co słyszałeś. Teraz już nie będę ci przeszkadzała. Widziemy się jutro. Wieczorem zadzwonię i podam ci godzinę wizyty. – powiedziała i wychodząc musnęła mnie ustami w policzek. Poczułem dreszcza. – Aha, nie zapomnij powiedzieć o tym swojej dziewczynie. – dodała i wyszła z pokoju zamykając za sobą drzwi. Słyszałem tylko, jak rozmawia chwilę z Tomem. Byłem w szoku. O jakim ona mówi ślubie. Nie docierało to do mnie. I wcale nie chciałem, aby dotarło. Nie mogłem, nie chciałem i nie byłem na to gotowy.
*****
Mam nadzieję, że już niebawem znowu złapie mnie wena i coś tutaj umieszczę. :)
komentarze [0] >> poniedziałek, 26 stycznia 2009 14:21:23
Kochani, wybaczcie, że tyle czasu nie dodałam żadnej notki, ale niestety nie miałam czasu. Tyle spraw się u mnie ostatnimi miesiącami wydarzyło, że po prostu nie miałam jak tego wszystkiego ogarnąć.
Notkę postaram się dodać jak najszybciej o ile jeszcze ktokolwiek czyta moje opowiadanie :)
Pozdrawiam ;)
komentarze [2]15. Zmiany. >> piątek, 7 listopada 2008 11:24:04
Witajcie! Przepraszam, że tak długo nic nie dodałam, ale nie miałam czasu. Studia i życie pochłonęły mnie doszczętnie i takie były tego skutki, nie miałam czasu na przyjemności. Dziś udało mi się, coś naskrobać i mam nadzieję, że Wam się spodoba ;) Pozdrawiam :) ********** -Obiecuję, że ją znajdę. - powiedział po chwili Tom. -... - nic nie mogłem powiedzieć, ale przecząco pokręciłem głową. Nie wiedziałem w prawdzie dlaczego, ale coś nakazywało mi chwilowe zastanowienie się i spokojne przemyślenie wszystkiego, co w tej chwili było strasznie zagmatwane. -To co Ty planujesz? - spytał zaciekawiony Tom. Nie zastanawiając sie podał mi kartkę i długopis. Zacząłem pisać. „Nie planuję niczego szczególnego. Po prostu muszę wszystko przemyśleć i działać sam.” -Śmieszny jesteś. Jestem Twoim bratem i w tej sprawie, czy chcesz, czy nie chcesz i tak Ci pomogę. - powiedział nie zwracając na moje kręcenie głową uwagi. - Przecież wy bez siebie nie potraficie nawet zawiązać sznurowadeł, a co dopiero mówić tutaj o osobnym życiu. - dodał. Miał rację. Chciałem, czy też nie musiałem się do tego przyznać. Byłem z Angeliką związany uczuciowo i emocjonalnie jak z żadną inną dziewczyną dotychczas. Do żadnej nie czułem tego samego, co czułem do mojej szatynki, która właśnie próbowała mi „zwiać”. Wiedziałem jednak też, że póki co muszę wyjaśnić sprawę z moim ojcostwem. Przecież to niemożliwe, żebym spłodził dziecko Andreii. Przecież nie byłem z nią już ponad 4 miesiące, więc zastanawiało mnie jakim cudem jest ze mną w 14 tygodniu ciąży. -Ja idę sie spakować. Będę po Ciebie za 20 minut. - powiedział Tom zostawiając mnie samego z myślami. -
Fajnie, dam sobie sam ze wszystkim radę tylko jak ja się dogadam z kimkolwiek skoro nawet nie mogę szeptać?! - mówiłem w duchu sam do siebie, bo nawet na ciche szeptanie nie mogłem sobie pozwolić. Szybko spakowałem resztę swoich rzeczy. List od Angeli starannie schowałem do kieszeni w kurtce i czekałem na Toma. ***** Lot samolotem dłużył mi się niemiłosiernie. Zastanawiałam się nawet, czy aby na pewno wsiadłam do dobrego samolotu, ale już po chwili lądowałam na lotnisku w Berlinie. Rzecz jasna odprawa chwilkę potrwała, a starsze panie, których w samolocie było zadziwiająco sporo, musiały pomalutku opuścić maszynę. Ech... po jakiś 10 minutach udało mi się w końcu wyjść. Na lotnisku, wśród tłumu czekał na mnie mój kuzyn. Zobaczył mnie już z daleka, więc szybko do mnie podszedł i mnie uściskał. -Stęskniłem sie za Tobą mała. - powiedział sympatycznie i pocałował mnie w policzek. -Ja za Tobą kolosie tak samo. - powiedziałam uśmiechając się. Musiałam stanąć na palcach, a byłam w szpilkach, żeby dać kuzynowi buziaka w policzek. -Aż taki wysoki nie jestem. - zaśmiał. - Chodź, przyjechałem samochodem to podjedziemy jeszcze na chwile w jedno miejsce, ok? - spytał. -Jasne, nie ma sprawy. - odparłam i poszliśmy przez całe lotnisko kierując się do wyjścia. Kiedy byłam w samochodzie usiadłam ciężko wzdychając. Byłam zmęczona podróżą, ale i nieprzespaną nocą. Mimo wszystko łzy wykańczają bardziej niż całonocna zabawa w dyskotece, czy chociażby kilka godzin treningu. -Powiesz mi teraz tak naprawdę dlaczego przyleciałaś sama, a nie z chłopakami? - spytał Martin. Spojrzałam na niego podejrzliwie i zastanawiałam sie czy nie mam napisanego nic na czole. -Bo chłopcy mają sporo pracy. - skłamałam. -No jasne, a ja mam na imię Zygmunt. - Jego sarkazm w głosie mnie rozbrajał. -No zgoda. Musiałam przylecieć, bo nie ułożyło mi sie z Billem, a nie miałoby to sensu, gdybym została i próbowała cokolwiek naprawiać. - powiedziałam na jednym wdechu, a łza momentalnie zakręciła mi sie w oku. -A teraz powiedz mi pomału i wszystko ze szczegółami. - powiedział. Jechaliśmy wolno, bo na ulicach już były korki, więc miałam sporo czasu na opowiedzenie kuzynowi wszystkiego ze szczegółami. Nie chciałam mówić najmniejszych szczegółów, ale jego pytania mimo wszystko je ze mnie wyciągały, więc dowiedział się wszystkiego. -Wierzysz naprawdę w to, że to jego dziecko? - spytał na koniec mojej opowieści. -A mam mieć wątpliwości? -Zdaje mi sie, że powinnaś. - odparł szczerze. Ten to zawsze wie jak mnie pocieszyć. -Nie mam. - powiedziałam i w tym samym momencie właśnie do mnie dotarło, że mam mnóstwo wątpliwości, co do ojcostwa Billa. Dopiero zaczęłam kojarzyć fakty i doszło do mnie, że Bill już dawno nie jest z Andreą. -To teraz zacznij sie zastanawiać, czy nie popełniłaś największego błędu w życiu maleńka. Zostawiłaś chłopaka nie dając mu nawet szansy na obronę, a miał do niej prawo. Będziesz sobie pluła za to w brodę. Zobaczysz... -Ale Martin – zaczęłam – przecież niemożliwością jest zrobienie dziecka dziewczynie na dodatek nie mając o tym pojęcia. Weź Ty sie zastanów. -No to ja Ci tłumaczę, że Bill nie mógł zrobić tej lasce dzieciaka, bo jest z Tobą dzień w dzień o tych 14 tygodni, więc to odpada! Rozumiesz?! - krzyknął, bo chyba stracił do mnie cierpliwość. W sumie swoją upartością to i najspokojniejszego człowieka na świecie potrafiłabym wyprowadzić z równowagi. -To, co powinnam zrobić? - spytałam. -Zadzwoń do niego. - odpowiedział. -Ech... a jakiej ja się mogłam spodziewać odpowiedzi... - westchnęłam. Droga do domu minęła nam spokojnie i monotonnie. Zastanawiałam sie ile samochodów przypada na jednego mieszkańca, bo ruch była okropny, a była dopiero 10:15 rano, więc to było niemożliwe. Kiedy tylko weszłam do domu natychmiast pobiegłam do swojego pokoju. Zrzuciłam z siebie tylko katanę i spodnie i położyłam sie do łóżka. Musiałam sie przespać, bo naprawdę byłam bardzo zmęczona. Rzecz jasna zanim zasnęłam musiałam pomyśleć nad wszystkim, co muszę przyznać w ogóle mi nie szło. Czułam sie fatalnie. Nadal miałam żal do Billa, ale zaczęłam odczuwać go również do siebie za to, że nie dałam mu sie nawet wytłumaczyć. No i zaczęła pożerać mnie tęsknota. Musiałam pomału przyzwyczajać sie do myśli, że nie mam chłopaka, do tego, że jak sie obudzę to go koło mnie nie będzie, że nie poczuję więcej smaku jego słodkich ust, że te piwne tęczówki nie będą czytały z moich oczy, że nie ujrzę więcej tej wciągającej głębi, że nie będę mogła się do niego przytulić, że z nim nie porozmawiam wtedy kiedy będzie mi źle... Musiałam poukładać sobie to i wiele innych spraw z przeczeniem „nie” w głowie, a szło mi to ciężko – jak nigdy dotąd. Długo wierciłam się na łóżku, aż w końcu zasnęłam. ***** -Mamo juz jesteśmy! - zawołał Tom wchodząc do domu robiąc przy tym niemały hałas. -Kochani moi. Nareszcie. - zawołała mama od progu i dosłownie sie na nas rzuciła. -Mamo, uważaj na Billa, bo nie może mówić, a z pewnością go dusisz. - zaśmiał się Tom. W sumie miał rację – uratował mi życie. Chociaż na to sie przydał, bo bagaży to nie chciał za mnie wnieść. -Przepraszam. - powiedziała natychmiast mama. - A jak Ty się syneczku czujesz? - spytała mnie, ale nie mogłem odpowiedzieć, więc spojrzałem na mojego adwokata w bracie. -Bill mówi, że czuje się dobrze, ale musi się położyć, bo jest zmęczony – powiedział Tom. Tą drugą część zdania mógł sobie darować. -Rozumiem. - powiedziała czule nasza rodzicielka i pomogła nam wtargać walizki do domu. W salonie czekał na nas już obiad, a muszę przyznać, że byłem niesamowicie głodny. -A gdzie Angela? - spytała mama, a mnie aż zamurowało. Nie mogłem nawet sie ruszyć. -Pojechała do domu. Też była zmęczona. - powiedział Tom ratując całą sytuację. -Aha, a już myślałam, że zje z nami obiad. -No niestety. - powiedział Tom. Obiad zjedliśmy, a raczej ja zjadłem w milczeniu, bo mama z Tomem gadali jak przekupki. Buzie im sie nie zamykały, co zaczynało mnie irytować. -
To niemożliwe, żebym i ja tak samo dużo gadał. - pomyślałem. Nagle mojego brata olśniło i spytał o ojczyma, bo faktycznie go nie było. Okazało sie, że wróci dopiero za miesiąc, bo poleciał gdzieś w interesach, czyli.... zero jakichkolwiek zasad, które razem z mamą starali nam sie wpoić przez calutki miesiąc. Podobało się to zarówno mi jak i Tomowi. Po obiedzie rzecz jasna mamusia jeszcze z nami porozmawiała i w końcu puściła nas do pokoi. Szczerze mówiąc to stęskniłem się za nią, ale jakoś nie miałam ochoty na rozmowy. Myślami byłem cały czas przy Angeli i przy liście, który nie tak dawno przeczytałem. Dotarłem do swojego pokoju. Hmm... bardzo dawno mnie tutaj nie było i w sumie aż mi się sama buzia uśmiechała kiedy patrzyłem na wszystkie moje rzeczy. Nagle mój wzrok zatrzymał się na jednej z ramek, które miałem poustawiane na komodzie. Wiadome, wzrok utkwił w postaci mojego Aniołka. Nie docierało do mnie, że nas już nie ma... Momentalnie poczułem napływ myśli do głowy, za dużo. Położyłem się i na siłę starałem się zasnąć – niestety, nie udało się. Po kilku godzinach mój spokój przerwał dźwięk SMSa. Leniwie podniosłem się z łóżka i wziąłem z biurka telefon. Odczytałem wiadomość i, aż mnie zatkało. „Twoje dziecko Cię potrzebuje.” Nie patrząc nawet na zegarek szybko poszedłem do pokoju brata. Wpadłem tam niemal jak huragan. -Co jest? - spytał Tom, który siedział z laptopem na kolanach. Widział, że coś nie gra. -... - a co miałem powiedzieć? Podałem mu tylko komórkę, a wszystkiego się dowiedział. -Słuchaj. Jutro rano czeka nas wiele pracy. Jedziemy do niej. - oznajmił mi oddając telefon. Nic nie powiedziałem, bo nie miałem jak, ale moja mina mówiła sama za siebie „Oszalałeś?” lecz moje lustrzane odbicie tylko się uśmiechnęło. -Słuchaj, wiem że nie chcesz, też bym nie chciał, ale trzeba to wyjaśnić. Ani Ty ani ja nie wierzymy, że to Twoje dziecko. - powiedział najpoważniej jak tylko chyba umiał. - Poza tym, nie mogę patrzeć, jak Ty i Angela cierpicie. - dodał. Chwilę przyglądałem mu się uważnie. Zastanawiałem się czy bardziej chodzi mu o Angelę, czy o mnie, ale... miał rację. Muszę to wyjaśnić tylko, że nie miałem zielonego pojęcia jak... Nad ranem wróciłem do swojego pokoju i położyłem się spać. ********** Mam nadzieję, że skomentujecie ;P
komentarze [2]...::... INFORMACJA 6 ...::... >> wtorek, 19 sierpnia 2008 10:57:31
Witajcie Kochani :)
Na sam początek to muszę Wam powiedzieć, że liczyłam na więcej komentarzy :P ale ok :)
Musicie mi wybaczyć, że od dawna nie pojawia się tutaj żadna notka, ale ja naprawdę nie mam czasu :( Wszystko mi się troszkę skomplikowało i na dodatek wena, którą zawsze miałam - opuściła mnie :( =\ Nie umiem napisać nic co miałoby ręce i nogi! Porażka! :( Wiem, że czekacie na kolejny odcinek, ale ja naprawdę nic nie napiszę dopóki dopóty nie będę miała weny..., a nie wiem kiedy ona znowu do mnie przyjdzie i to jest najgorsze.
W moim życiu zaszły pewne zmiany, z którymi też muszę sobie poradzić i niestety - one są priorytetowe, więc coś kosztem czegoś. Poświęcam swoje opowiadania, których mi bardzo brakuje, no ale niestety...
Obiecuję, że jak tylko coś się pojawi to powiadomię o tym każdego z osobna ;) Mam nadzieję, że to już niebawem :)
Pozdrawiam :)
Aha, ja wiem, że ja nie umiem liczyć :P Jak ktoś się zorientował to ostatni odcinek powinien miec numer "15", a nie "14" - no ale trudno :D
komentarze [0]14. Listy... >> poniedziałek, 7 lipica 2008 16:06:49
Witam Was bardzo serdecznie :*
Mam nadzieję, że troszkę stęskniliście się za tym opowiadaniem, czego nie mogę powiedzieć po komentarzach, no ale luzik ^^
Ogólnie to nie wiem kiedy kolejna notka - są wakacje, a ja mam tyle na głowie, że chyba wolałabym być znowu przed maturą i się uczyć... no, ale cóż... :)
Mam nadzieję, ze ta notka spotka sie z Waszymi komentarzami :)
Pozdrawiam i życzę mile spędzonych wakacji :)
**********
Wybiegłam z sali, w której był Bill i pobiegłam prosto przed siebie. Kiedy znalazłam główne wyjście ze szpitala nie wahając się mocno pchnęłam drzwi. Chłodne powietrze muskało moją zapłakaną twarz. Powoli podeszłam do jednej z ławek i usiadłam na niej. Schowałam twarz w dłoniach i nie umiałem powstrzymać płynących z moich oczu łez. Nie docierało to do mnie. Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież to było coś niewiarygodnego. Jakim cudem Bill mógłby mieć dziecko?
-Przecież to nie może być prawda. - powiedziałam sama do siebie.
-Angela, uspokój się. - usłyszałam za swoimi plecami i natychmiast podniosłam zapłakaną twarz. Obok mnie stał Tom. Nie wiedziałam czego może ode mnie chcieć, ale od razu, z racji tej, że był bratem Billa uzbroiłam się w agresję, która zniknęła, gdy tylko poczułam rękę dredowłosego na ramieniu.
-Jak? - spytałam, a chłopak usiadł na ławce koło mnie obejmując mnie ramieniem.
-Zacznij o tego. - powiedział i podał mi chusteczkę, abym mogła otrzeć spływające po policzkach łzy. Kiedy to zrobiłam ponownie się w niego wtuliłam. - Lepiej? - spytał.
-Nie. - powiedziałam zgodnie z prawda i z trudem powstrzymywałam cisnące się do oczu łzy.
-Angela... Proszę Cię, nie skreślaj Billa. - powiedział łagodnie.
-Za późno. - odparłam zimno i odsunęłam się od niego. - Jeśli po to przyszedłeś to lepiej idź. - dodałam.
-Nigdy nie jest za późno. Poza tym przecież nikt nie wie, czy to jego dziecko. - bronił brata Tom. Właśnie teraz zobaczyłam, jak bardzo byli do siebie podobni mimo wielu różnic. Te same oczy i to samo spojrzenie, głębokie, przenikliwe. Te same usta i ten sam uśmiech lekko pojawiający sie na twarzy. - Nie wiedział. -dodał.
-Tom, jak można nie wiedzieć, że zrobiło się dziecko dziewczynie?! - spytałam, a raczej krzyknęłam, bo parę osób spacerujących spojrzało sie na nas ciekawsko.
-Normalnie. Poza tym, nie wierzę w jej ciążę. - powiedział spokojnie i spojrzał w dal, jakby coś sobie przypominał. - A jak już to na pewno nie jest to dziecko Billa.
-A kogo? - pytałam chociaż nie wiem, po co. To, że Tom siedział obok mnie nie działało na mnie kojąco, a raczej drażniąco. Nie wiedziałam dlaczego. Może dlatego, że był bliźniakiem chłopaka, który kilka minut temu mnie zranił?
-Nie wiem. Nie Billa. - powtórzył pewnie.
-Ja jakoś w to nie wierzę. - odparłam i wstałam z ławki. - Wracam do domu. - oznajmiłam.
-Jak to? - zdziwił się i również wstał.
-Normalnie. Mam Ci to wytłumaczyć? - spytałam ironicznie.
-Zostań. Dla Billa. - poprosił.
-Właśnie z jego względu nie mam zamiaru. - powiedziałam i skierowałam swoje kroki znowu do szpitala. Weszłam do środka, a za mną Tom. Oboje poszliśmy do sali, w której leżał Bill. Kiedy tam weszłam był tylko Gucio i Jost, a Bill spał.
-Lepiej mu? - spytał troskliwie Tom i podszedł do łóżka brata.
-Gorzej. Już nic nie może powiedzieć. - odparł David.
-Oj jak mi przykro. - parsknęłam.
-Uważaj... - ostrzegł Jost.
-Niby na co? - spytałam gotowa do walki. - Nie mogę już nic mówić, bo Bill Kaulitz leży bez głosu w szpitalu? - dodałam patrząc wyzywająco na mężczyznę.
-Trzeba go stąd zabrać do hotelu, a następnie do Niemiec. - powiedział jakby nie usłyszał tego, co sekundę temu powiedziałam.
-To na co czekacie? - spytałam.
-Angela! - krzyknął Gustav.
-Co?! Nie moja wina, że w tej chwili mało mnie obchodzi, co sie z nim stanie. - powiedziałam nawet nie patrząc na śpiącego Billa.
-A skąd w Tobie taka zmiana? - spytał zaskoczony moim zachowaniem Jost.
-A to pan nie wie? - spytałam i spojrzałam na Toma, który zbladł. - To ja powiem...
-Pokłócili się. - przerwał mi Tom.
-Nie, nie pokłóciliśmy się. - przerwałam oburzona.
-A co? - pytał mężczyzna patrząc to na mnie to na Toma.
-Zerwaliśmy. Bill prawdopodobnie zostanie ojcem. - powiedziałam.
-Słucham? - Jost nie wiedział, czy aby na pewno dobrze usłyszał. - Ty będziesz mamą?
-Powiedziałam, że Bill zostanie ojcem, a nie ja matką. - powiedziałam poirytowana. Starałam sie, aby moje wypowiedzi brzmiały obojętnie, ale w głębi serca zastanawiałam sie, jak długo jeszcze mi sie uda grać.
-Nie rozumiem. - powiedział mężczyzna i spojrzał błagalnie na Toma.
-Ech... no bo... chodzi o to... - jąkał się Dred. - O to, że była Billa, pamiętasz? - spytał, na co manager kiwnął głową. - Poinformowała Billa dziś, że jest w ciąży, na dodatek w 14 tygodniu. - skończył, a ja poczułam, jak robi mi się słabo, a z twarzy giną wszystkie kolory.
-Ty żartujesz, prawda? - pytał Jost i patrzył na Gucia szukając u niego jakiegoś wsparcia.
-Nie. To prawda. - powiedziałam starając się ukryć zdenerwowanie i załamanie. - Ten Bill, o którym tyle dobrego słyszałam właśnie umarł. No i jak się okazało – powiedziałam i spojrzałam na managera Tokio Hotel – to nie ja zraniłam, a on... - i łza spłynęła po moim policzku.
Kilkadziesiąt minut minęło, aż Tom załatwił wypis Billa ze szpitala. Mimo tego, że czarnowłosy już się obudził nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Miałam ochotę mu zrobić krzywdę, ale z drugiej strony chciałam płakać jak dziecko. Nie mogłam mu jednak pokazać, jak bardzo mnie zranił. Nie mogłam pokazać swojej słabości do niego, mojej wiecznej miłości. Robiłam wszystko byleby tylko nie znaleźć się koło niego. Niestety Gucio, Geo i Tom uniemożliwiali mi to jak tylko to było możliwe. W końcu wyjechaliśmy ze szpitala. No rzecz jasna musiałam usiąść koło Billa, bo chłopakom przypadły inne miejsca. Wrr... Dojechaliśmy do hotelu w milczeniu. Dopiero teraz zaczęło się wszystko na dobre. Nie wiem skąd, ale jakimś cudem fani znowu wiedzieli, że Tokio Hotel będzie tu i tu o tej i o tej. Westchnęłam tylko i wysiadłam z samochodu nic sobie nie robiąc z zaskoczenia dziewczyn w pierwszych rzędach. Odwróciłam się tylko na chwilę sprawdzić, w jakiej kolejności wychodzą chłopcy i poszłam przed siebie.
Po jakiś 20 minutach na piętrze zjawili sie chłopcy z managerem. Zawzięcie o czymś rozmawiali, a Bill tylko kiwał głową, że się nie zgadza. W końcu podeszli i oznajmili mi wiadomość.
-Jutro wracamy do Niemiec. Dziś nie damy rady, więc będziesz musiała tę noc przemęczyć się z Billem. - powiedział spokojnie, aczkolwiek wesoło Tom.
-No Ty sobie chyba ze mnie żartujesz?! - oburzyłam się. Nie chciałam spać z Billem w jednym pokoju, w jednym łóżku. Nie miałam ochoty na jego towarzystwo, a co dopiero na wspólne spędzenie nocy.
-No to masz jeszcze jedną możliwość... - zaczął Tom i spojrzał ostrożnie na brata, który natychmiast pokiwał przecząco głową, a jego spojrzenie mówiło „nawet się nie waż”.
-Jaką? - spytałam.
-Możesz spać ze mną. - uśmiechnął się.
-No i bosko. To czekaj na mnie u siebie. Za 5 minut będę, wezmę tylko swoje wszystkie rzeczy. - powiedziałam uśmiechając się do Toma. Teraz nikt nic nie musiał mówić, ich wyrazy twarzy mówiły same za siebie „Ty żartujesz?”, a oczy Billa przypominały orbity, a wzrok mówił „nie rób tego, proszę”.
5 minut później byłam już w pokoju Toma. Postawiłam swoją walizkę obok łóżka i położyłam się. Nie mogłam zebrać myśli. Tom brał prysznic. Zastanawiałam się, co powinnam, a czego nie. Czy dobrze zrobiłam wychodząc od Billa z pokoju? Nie wiedziałam, ale wiedziałam, że musiałam. Jedna łza spłynęła po moim policzku, a wraz z nią ukuło coś mocno w serce.
-Bosko - pomyślałam z lekkim grymasem na twarzy. Podniosłam się, by wyciągnąć z torebki chusteczki. Po jakimś czasie doszłam jednak do wniosku, że to bez sensu, ponieważ łzy płynęły coraz szybciej i było ich coraz więcej. Odrzuciłam na bok chusteczkę i nie umiałam się opanować. W tym samym czasie Tom wyszedł z łazienki. Na biodrach miał biały ręcznik i na dredach w tym samym kolorze. Widząc mnie zapłakaną usiadł obok, złapał mnie za rękę i cichutko powiedział:
-Wiesz, że on Cię kocha. - te słowa zabolały mnie jeszcze bardziej i wywołały kolejną falę łez.
-No jasne. I ma dziecko z inną. - odpowiedziałam połykając słone kropelki.
-Wiesz, że to nie tak. - próbował.
-Tom. To właśnie tak. Ja nie wiem, jak facet może zrobić kobiecie dziecko i o tym nie wiedzieć. Zwłaszcza, że Bill jest przecież stały w uczuciach! - krzyknęłam, a raczej chciałam, ale mi to nie wyszło przez spływające łzy.
-Tamta to przeszłość. - próbował usprawiedliwiać brata.
-Ależ oczywiście. Ja tak samo. - powiedziałam wściekła na cały świat. Kolejna fala słonych kropel spłynęła po moich policzkach.
-Laseczko – zaczął ostrożnie Tom – nie złość się. Daj mu wszystko wytłumaczyć. Wysłuchaj go. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. On jej nie kocha i nawet nie wiadomo, czy to jego dziecko. - mówił i uważnie mi się przyglądał. Może i miał rację, ale w tym momencie nic do mnie nie docierało.
-Tom... ja wiem, że to Twój brat i wiem, że chcesz dla niego jak najlepiej, ale ja nie dam nasz szansy. - powiedziałam cichutko jakby nie swoim głosem. Sama byłam zaskoczona, aczkolwiek te słowa wypowiedziałam i spojrzałam na Toma. Znowu te same oczy jak u Billa.. te same usta... tylko inny nos...
-Ale... - próbował coś powiedzieć.
-Chcesz dla Billa jak najlepiej? - spytałam.
-No tak.
-Pomóc mu wychować dziecko i dopilnuj, aby nie zostawił teraz tamtej dziewczyny bez wsparcia, a o mnie się nie martw. Ja sobie jakoś poradzę. - powiedziałam siląc sie na jakiś uśmiech, chociaż Tom wcale nie był przekonany co do moich słów. Po kilku minutach milczenia powiedział cichutko:
-Będzie szczęśliwy, ale tylko z Tobą i ja już mu w tym pomogę – po czym wstał i ponownie zniknął za drzwiami łazienki.
Nawet nie wiem kiedy, a za oknem zaczęło już świtać. Wstał kolejny dzień, a u mnie pojawiły się wory pod oczami. Nie spałam całą noc zastanawiając się, co powinnam zrobić. Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony byłam wściekła, ale z drugiej chciałam wysłuchać. Nienawidziłam i kochałam. Byłam kipiącym wulkanem uczuć. Powoli przeciągnęłam się na łóżku. Tom spal jak dziecko. Uśmiechnęłam się na myśl o tym, że jest moim przyjacielem. Wiedziałam, że będzie robił wszystko, aby Bill był szczęśliwy i wiedziałam, że nie przestanie wtrącać się w to wszystko dopóki dopóty nie postawi na swoim.
-
Uparciuch - pomyślałam i powoli wstałam z łóżka kierując się do łazienki.
Po kilkunastu minutach prysznicu zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wiedziałam, że muszę wyjechać z hotelu póki bliźniaki śpią. Musiałam jak najszybciej dostać sie na lotnisko i opuścić Amsterdam. Płacząc pakowałam resztę rzeczy. Chwała, że nie miałam tego dużo, bo wszystko juz było spakowane, więc miałam nadzieję, że niczego nie zapomniałam. Wiedziałam też, że nie mogę się pożegnać z bliźniakami – groziło to „męczeniem” mnie, abym została. Ale wiedziałam, że muszę się z nimi pożegnać. Sięgnęłam do torebki po papier i długopis i zaczęłam pisać... Kiedy skończyłam spojrzałam jeszcze raz na pokój, w którym spałam. Spojrzałam na śpiącego słodko Toma, uśmiechnęłam się, schyliłam nad łóżkiem – ucałowałam go i wyszłam najciszej jak umiałam z pokoju.
-Cześć. - powiedziałam kiedy drzwi do sąsiedniego pokoju otworzył mi Gustav.
-Hej Słonko. - przywitał sie promiennie. - Wchodź. - zaprosił mnie gestem do środka.
-Ja tylko na chwilkę. - powiedziałam.
-Czemu? - zdziwił się.
-Zaraz wyjeżdżam. - powiedziałam.
-Jak to? - spytał Georg, który właśnie wszedł do salonu.
-No tak to. - próbowałam zażartować. - Mam do was prośbę. - powiedziałam.
-Jaką? - spytali równocześnie.
-Przekażecie coś chłopakom? - spytałam, a oczy zaszkliły mi sie łzami.
-Jasne, ale... - zaczął Gucio.
-Proszę Cię... nie pytaj mnie o nic... - szepnęłam i podałam mu dwie koperty. - Trzymajcie sie i dziękuję za wszystko. - powiedziałam i zawiesiłam się perkusiście na szyi cmokając go w policzek, a następnie to samo uczyniłam z basistą. Nie obeszło sie bez moich łez, ale musiałam.
-Aha, dziękuję za czas mile spędzony i za wszystko. - dodałam wychodząc z apartamentu.
TAXI czekała na mnie przed hotelem. Wzięłam głęboki oddech i z ciężkim sercem wsiadłam do środka. Jedyne słowa jakie udało mi sie powiedzieć brzmiały „na lotnisko” późnej starałam sie trzymać łzy na rzęsach. Droga mi się dłużyła mimo to w końcu dojechałam. Stojąc samotnie na lotnisku zastanawiałam się, czy dobrze robię. Właśnie w tym momencie potrzebowałam rodziców, których niestety już ze mną nie było. Szybko napisałam SMSa do Martina i wyłączyłam telefon.
*****
-Nie ma Angeli. - powiedział Tom, gdy tylko wszedł do mojego pokoju.
-... - nic mogłem powiedzieć, ale mój pytający wzrok mówił sam za siebie.
-No nie ma jej. Obudziłem sie i nie było jej walizki. Niczego. - powiedział najspokojniej jak umiał, ale wyczułem, że jego nerwy są już bardzo naruszone.
-Ale... - tylko tyle potrafiłem powiedzieć, a raczej poruszać ustami, aby Tom mógł cokolwiek zrozumieć. Zdenerwowany wziąłem kartkę i długopis i napisałem „Ale jakim cudem Jej nie ma? To gdzie poszła?”
-Nie mam pojęcia. Idę do Gustava i Georga, może oni coś wiedzą. - powiedział Tom i wyszedł zostawiając mnie samego w trakcie pakowania.
Usiadłem na łóżku i zacząłem zastanawiać się, co sie dzieje i czy Angela naprawdę wyjechała nie żegnając się ze mną. Miałam mętlik. Szybko znalazłem telefon i próbowałem się z nią skontaktować – miała wyłączony telefon. Szybko wstałem i wyszedłem z pokoju kierując się w stronę apartamentu chłopaków. Akurat na przeciw mnie wyszedł mój bliźniak.
-I..? - udało mi się wyszeptać słówko.
-Trzymaj. - powiedział podając mi białą, zaadresowaną do mnie kopertę.
-...?
-Nie mam pojęcia, co to jest. - powiedział rozumiejąc mnie bez słów.
Razem skierowaliśmy sie do mojego i Angeli apartamentu. Tom usiadł wygodnie w fotelu i zaczął wyjmować list z koperty. Już z daleka rozpoznałem pismo Angeliki. Coś podeszło mi do gardła, a serce zabiło szybciej niż zazwyczaj. Połknąłem głośno ślinę. Tom zaczął na głos czytać list.
„Drogi Tomie...
Chciałam bardzo Ci podziękować za wszystko co od Ciebie otrzymałam – za Twoja przyjaźń. Nigdy nie zapomnę tego co dla mnie zrobiłeś – byłeś ze mną wtedy kiedy tego najbardziej potrzebowałam. Dziękuję :* To dla mnie bardzo dużo...
Wybacz, że się z Tobą nie pożegnałam, ale wiedziałam czym to się może skończyć. Nie mogłam inaczej. Dostałeś słodkiego buziaka i mam nadzieję, że nie jesteś oto na mnie zły... :)
Zapewniam Cię, że nigdy Ciebie nie zapomnę i jak tylko będę mogła – odezwę się. Póki, co jednak muszę być sama i radzić sobie sama.
Ty pilnuj brata i pomóż Mu w ciężkich dla Niego chwilach – mimo wszystko życzę Mu jak najlepiej :)
Trzymaj się Tom :*
Angela =]]”
-Płakała. - powiedział skończywszy czytając list napisany rekom mojej dziewczyny. Właśnie... była nią nadal?
Podszedłem i wziąłem od niego kartkę z literkami – faktycznie. Na liście były ślady łez. Drżącą ręką otworzyłem kopertę z moim imieniem.
-Chcesz zostać sam? - spytał brat. Przecząco pokiwałem głową, więc nawet nie ruszył sie z fotela. Powoli rozkładałem starannie złożoną kartkę.
„Kochany Billu :*
Jeśli teraz czytasz ten list oznacza to, że Gustav z Georgiem przekazali i Tobie i Tomowi listy ode mnie. Cieszę się. W tym momencie jestem już pewnie w samolocie – w drodze.... w drodze do nikąd, ale z pewnością dokądś.
Nie umiałam sie z Tobą pożegnać osobiście, chociaż założę się, że całą noc (podobnie do mnie) nie mogłeś zmrużyć oka. Wiedziałam, że nie śpisz, ale wiedziałam też, czym skończy sie nasze żegnanie – tego nie chciałam.
Jestem na Ciebie wściekła, ale jednocześnie moje uczucia do Ciebie nie zmalały, chociaż będę musiała zapomnieć o wszystkim tym, co nas za sobą łączyło. Sam wiesz, że było to piękne, ale niestety... widać nic nie trwa wiecznie. Szkoda :(
Doskonale wiesz, że wszystko jestem w stanie Ci wybaczyć. Nie rozumiem tylko jednego: jak można zapomnieć lub nie wiedzieć, że ma się dziecko z inną kobietą i związać sie z inną? Jak?! Oto mam do Ciebie żal. Może i Twoje uczucie do mnie jest prawdziwe, ale to już nie ma znaczenia. Niestety. Teraz masz inny cel: przyznać się do ojcostwa i uszczęśliwić dziecko oraz mamę maluszka. Mam nadzieję, że Tobie się to uda :) bo naprawdę życzę Ci szczęścia...
Mogłabym rywalizować z każdą kobietą o Ciebie, o Twoje serce i względy, o Twoją miłość, ale nigdy z dzie4ckiem, które jeszcze się nie urodziło i, które nie jest niczemu winne.
Życzę Ci szczęścia Bill :* i mam nadzieje, że już niebawem Ci się to uda. I pamiętaj, masz Toma, a On Tobie we wszystkim pomoże.
Angela =]]
P.S. Nie szukaj mnie, bo to nie ma sensu.”
List wypadł mi z rąk. Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć i co zrobić z natłokiem uczuć, które teraz we mnie się pojawiały. Każde słowo, które przeczytałem wypalało we mnie ogromną dziurę, która niewymownie bolała. Każda łza, która na kartce pozostawiła ślad rozmazując starannie napisane litery wbijała w moje serce tępy nóż, by po chwili go wyjąć rozdrapując wszystko bardziej. Tom podniósł list i go przeczytał. Był w szoku, aczkolwiek zdaje mi sie, że wiedział mniej więcej, co w nim jest napisane. Usiadł koło mnie i po bratersku przytulił. Nie potrafiłem nic powiedzieć. I tu juz nie chodziło o mój bezgłos, a oto, że nie potrafiłem w myślach znaleźć żadnego słowa, które by opisało to wszystko, co w tym momencie czułem...
**********
Już wiem - kolejna notka jak pod tą będzie co najmniej 20 komci :)
komentarze [4] >> poniedziałek, 7 lipica 2008 16:02:58
Witam Was wszystkich bardzo serdecznie :)
Mam nadzieję, że stęskniliście sie troszkę chociaż za tym opowiadaniem :) Heh... wybaczcie, że tak długo nic nie dodawałam, ale naprawdę nie mogłam. Mam nadzieję, że ta część Wam to wynagrodzi.
Miłego czytania :*
**********
Wybiegłam z sali, w której był Bill i pobiegłam prosto przed siebie. Kiedy znalazłam główne wyjście ze szpitala nie wahając się mocno pchnęłam drzwi. Chłodne powietrze muskało moją zapłakaną twarz. Powoli podeszłam do jednej z ławek i usiadłam na niej. Schowałam twarz w dłoniach i nie umiałem powstrzymać płynących z moich oczu łez. Nie docierało to do mnie. Nie mogłam w to uwierzyć. Przecież to było coś niewiarygodnego. Jakim cudem Bill mógłby mieć dziecko?
-Przecież to nie może być prawda. - powiedziałam sama do siebie.
-Angela, uspokój się. - usłyszałam za swoimi plecami i natychmiast podniosłam zapłakaną twarz. Obok mnie stał Tom. Nie wiedziałam czego może ode mnie chcieć, ale od razu, z racji tej, że był bratem Billa uzbroiłam się w agresję, która zniknęła, gdy tylko poczułam rękę dredowłosego na ramieniu.
-Jak? - spytałam, a chłopak usiadł na ławce koło mnie obejmując mnie ramieniem.
-Zacznij o tego. - powiedział i podał mi chusteczkę, abym mogła otrzeć spływające po policzkach łzy. Kiedy to zrobiłam ponownie się w niego wtuliłam. - Lepiej? - spytał.
-Nie. - powiedziałam zgodnie z prawda i z trudem powstrzymywałam cisnące się do oczu łzy.
-Angela... Proszę Cię, nie skreślaj Billa. - powiedział łagodnie.
-Za późno. - odparłam zimno i odsunęłam się od niego. - Jeśli po to przyszedłeś to lepiej idź. - dodałam.
-Nigdy nie jest za późno. Poza tym przecież nikt nie wie, czy to jego dziecko. - bronił brata Tom. Właśnie teraz zobaczyłam, jak bardzo byli do siebie podobni mimo wielu różnic. Te same oczy i to samo spojrzenie, głębokie, przenikliwe. Te same usta i ten sam uśmiech lekko pojawiający sie na twarzy. - Nie wiedział. -dodał.
-Tom, jak można nie wiedzieć, że zrobiło się dziecko dziewczynie?! - spytałam, a raczej krzyknęłam, bo parę osób spacerujących spojrzało sie na nas ciekawsko.
-Normalnie. Poza tym, nie wierzę w jej ciążę. - powiedział spokojnie i spojrzał w dal, jakby coś sobie przypominał. - A jak już to na pewno nie jest to dziecko Billa.
-A kogo? - pytałam chociaż nie wiem, po co. To, że Tom siedział obok mnie nie działało na mnie kojąco, a raczej drażniąco. Nie wiedziałam dlaczego. Może dlatego, że był bliźniakiem chłopaka, który kilka minut temu mnie zranił?
-Nie wiem. Nie Billa. - powtórzył pewnie.
-Ja jakoś w to nie wierzę. - odparłam i wstałam z ławki. - Wracam do domu. - oznajmiłam.
-Jak to? - zdziwił się i również wstał.
-Normalnie. Mam Ci to wytłumaczyć? - spytałam ironicznie.
-Zostań. Dla Billa. - poprosił.
-Właśnie z jego względu nie mam zamiaru. - powiedziałam i skierowałam swoje kroki znowu do szpitala. Weszłam do środka, a za mną Tom. Oboje poszliśmy do sali, w której leżał Bill. Kiedy tam weszłam był tylko Gucio i Jost, a Bill spał.
-Lepiej mu? - spytał troskliwie Tom i podszedł do łóżka brata.
-Gorzej. Już nic nie może powiedzieć. - odparł David.
-Oj jak mi przykro. - parsknęłam.
-Uważaj... - ostrzegł Jost.
-Niby na co? - spytałam gotowa do walki. - Nie mogę już nic mówić, bo Bill Kaulitz leży bez głosu w szpitalu? - dodałam patrząc wyzywająco na mężczyznę.
-Trzeba go stąd zabrać do hotelu, a następnie do Niemiec. - powiedział jakby nie usłyszał tego, co sekundę temu powiedziałam.
-To na co czekacie? - spytałam.
-Angela! - krzyknął Gustav.
-Co?! Nie moja wina, że w tej chwili mało mnie obchodzi, co sie z nim stanie. - powiedziałam nawet nie patrząc na śpiącego Billa.
-A skąd w Tobie taka zmiana? - spytał zaskoczony moim zachowaniem Jost.
-A to pan nie wie? - spytałam i spojrzałam na Toma, który zbladł. - To ja powiem...
-Pokłócili się. - przerwał mi Tom.
-Nie, nie pokłóciliśmy się. - przerwałam oburzona.
-A co? - pytał mężczyzna patrząc to na mnie to na Toma.
-Zerwaliśmy. Bill prawdopodobnie zostanie ojcem. - powiedziałam.
-Słucham? - Jost nie wiedział, czy aby na pewno dobrze usłyszał. - Ty będziesz mamą?
-Powiedziałam, że Bill zostanie ojcem, a nie ja matką. - powiedziałam poirytowana. Starałam sie, aby moje wypowiedzi brzmiały obojętnie, ale w głębi serca zastanawiałam sie, jak długo jeszcze mi sie uda grać.
-Nie rozumiem. - powiedział mężczyzna i spojrzał błagalnie na Toma.
-Ech... no bo... chodzi o to... - jąkał się Dred. - O to, że była Billa, pamiętasz? - spytał, na co manager kiwnął głową. - Poinformowała Billa dziś, że jest w ciąży, na dodatek w 14 tygodniu. - skończył, a ja poczułam, jak robi mi się słabo, a z twarzy giną wszystkie kolory.
-Ty żartujesz, prawda? - pytał Jost i patrzył na Gucia szukając u niego jakiegoś wsparcia.
-Nie. To prawda. - powiedziałam starając się ukryć zdenerwowanie i załamanie. - Ten Bill, o którym tyle dobrego słyszałam właśnie umarł. No i jak się okazało – powiedziałam i spojrzałam na managera Tokio Hotel – to nie ja zraniłam, a on... - i łza spłynęła po moim policzku.
Kilkadziesiąt minut minęło, aż Tom załatwił wypis Billa ze szpitala. Mimo tego, że czarnowłosy już się obudził nie mogłam spojrzeć mu w oczy. Miałam ochotę mu zrobić krzywdę, ale z drugiej strony chciałam płakać jak dziecko. Nie mogłam mu jednak pokazać, jak bardzo mnie zranił. Nie mogłam pokazać swojej słabości do niego, mojej wiecznej miłości. Robiłam wszystko byleby tylko nie znaleźć się koło niego. Niestety Gucio, Geo i Tom uniemożliwiali mi to jak tylko to było możliwe. W końcu wyjechaliśmy ze szpitala. No rzecz jasna musiałam usiąść koło Billa, bo chłopakom przypadły inne miejsca. Wrr... Dojechaliśmy do hotelu w milczeniu. Dopiero teraz zaczęło się wszystko na dobre. Nie wiem skąd, ale jakimś cudem fani znowu wiedzieli, że Tokio Hotel będzie tu i tu o tej i o tej. Westchnęłam tylko i wysiadłam z samochodu nic sobie nie robiąc z zaskoczenia dziewczyn w pierwszych rzędach. Odwróciłam się tylko na chwilę sprawdzić, w jakiej kolejności wychodzą chłopcy i poszłam przed siebie.
Po jakiś 20 minutach na piętrze zjawili sie chłopcy z managerem. Zawzięcie o czymś rozmawiali, a Bill tylko kiwał głową, że się nie zgadza. W końcu podeszli i oznajmili mi wiadomość.
-Jutro wracamy do Niemiec. Dziś nie damy rady, więc będziesz musiała tę noc przemęczyć się z Billem. - powiedział spokojnie, aczkolwiek wesoło Tom.
-No Ty sobie chyba ze mnie żartujesz?! - oburzyłam się. Nie chciałam spać z Billem w jednym pokoju, w jednym łóżku. Nie miałam ochoty na jego towarzystwo, a co dopiero na wspólne spędzenie nocy.
-No to masz jeszcze jedną możliwość... - zaczął Tom i spojrzał ostrożnie na brata, który natychmiast pokiwał przecząco głową, a jego spojrzenie mówiło „nawet się nie waż”.
-Jaką? - spytałam.
-Możesz spać ze mną. - uśmiechnął się.
-No i bosko. To czekaj na mnie u siebie. Za 5 minut będę, wezmę tylko swoje wszystkie rzeczy. - powiedziałam uśmiechając się do Toma. Teraz nikt nic nie musiał mówić, ich wyrazy twarzy mówiły same za siebie „Ty żartujesz?”, a oczy Billa przypominały orbity, a wzrok mówił „nie rób tego, proszę”.
5 minut później byłam już w pokoju Toma. Postawiłam swoją walizkę obok łóżka i położyłam się. Nie mogłam zebrać myśli. Tom brał prysznic. Zastanawiałam się, co powinnam, a czego nie. Czy dobrze zrobiłam wychodząc od Billa z pokoju? Nie wiedziałam, ale wiedziałam, że musiałam. Jedna łza spłynęła po moim policzku, a wraz z nią ukuło coś mocno w serce.
-Bosko - pomyślałam z lekkim grymasem na twarzy. Podniosłam się, by wyciągnąć z torebki chusteczki. Po jakimś czasie doszłam jednak do wniosku, że to bez sensu, ponieważ łzy płynęły coraz szybciej i było ich coraz więcej. Odrzuciłam na bok chusteczkę i nie umiałam się opanować. W tym samym czasie Tom wyszedł z łazienki. Na biodrach miał biały ręcznik i na dredach w tym samym kolorze. Widząc mnie zapłakaną usiadł obok, złapał mnie za rękę i cichutko powiedział:
-Wiesz, że on Cię kocha. - te słowa zabolały mnie jeszcze bardziej i wywołały kolejną falę łez.
-No jasne. I ma dziecko z inną. - odpowiedziałam połykając słone kropelki.
-Wiesz, że to nie tak. - próbował.
-Tom. To właśnie tak. Ja nie wiem, jak facet może zrobić kobiecie dziecko i o tym nie wiedzieć. Zwłaszcza, że Bill jest przecież stały w uczuciach! - krzyknęłam, a raczej chciałam, ale mi to nie wyszło przez spływające łzy.
-Tamta to przeszłość. - próbował usprawiedliwiać brata.
-Ależ oczywiście. Ja tak samo. - powiedziałam wściekła na cały świat. Kolejna fala słonych kropel spłynęła po moich policzkach.
-Laseczko – zaczął ostrożnie Tom – nie złość się. Daj mu wszystko wytłumaczyć. Wysłuchaj go. Zobaczysz, że wszystko będzie dobrze. On jej nie kocha i nawet nie wiadomo, czy to jego dziecko. - mówił i uważnie mi się przyglądał. Może i miał rację, ale w tym momencie nic do mnie nie docierało.
-Tom... ja wiem, że to Twój brat i wiem, że chcesz dla niego jak najlepiej, ale ja nie dam nasz szansy. - powiedziałam cichutko jakby nie swoim głosem. Sama byłam zaskoczona, aczkolwiek te słowa wypowiedziałam i spojrzałam na Toma. Znowu te same oczy jak u Billa.. te same usta... tylko inny nos...
-Ale... - próbował coś powiedzieć.
-Chcesz dla Billa jak najlepiej? - spytałam.
-No tak.
-Pomóc mu wychować dziecko i dopilnuj, aby nie zostawił teraz tamtej dziewczyny bez wsparcia, a o mnie się nie martw. Ja sobie jakoś poradzę. - powiedziałam siląc sie na jakiś uśmiech, chociaż Tom wcale nie był przekonany co do moich słów. Po kilku minutach milczenia powiedział cichutko:
-Będzie szczęśliwy, ale tylko z Tobą i ja już mu w tym pomogę – po czym wstał i ponownie zniknął za drzwiami łazienki.
Nawet nie wiem kiedy, a za oknem zaczęło już świtać. Wstał kolejny dzień, a u mnie pojawiły się wory pod oczami. Nie spałam całą noc zastanawiając się, co powinnam zrobić. Miałam mieszane uczucia. Z jednej strony byłam wściekła, ale z drugiej chciałam wysłuchać. Nienawidziłam i kochałam. Byłam kipiącym wulkanem uczuć. Powoli przeciągnęłam się na łóżku. Tom spal jak dziecko. Uśmiechnęłam się na myśl o tym, że jest moim przyjacielem. Wiedziałam, że będzie robił wszystko, aby Bill był szczęśliwy i wiedziałam, że nie przestanie wtrącać się w to wszystko dopóki dopóty nie postawi na swoim.
-
Uparciuch - pomyślałam i powoli wstałam z łóżka kierując się do łazienki.
Po kilkunastu minutach prysznicu zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wiedziałam, że muszę wyjechać z hotelu póki bliźniaki śpią. Musiałam jak najszybciej dostać sie na lotnisko i opuścić Amsterdam. Płacząc pakowałam resztę rzeczy. Chwała, że nie miałam tego dużo, bo wszystko juz było spakowane, więc miałam nadzieję, że niczego nie zapomniałam. Wiedziałam też, że nie mogę się pożegnać z bliźniakami – groziło to „męczeniem” mnie, abym została. Ale wiedziałam, że muszę się z nimi pożegnać. Sięgnęłam do torebki po papier i długopis i zaczęłam pisać... Kiedy skończyłam spojrzałam jeszcze raz na pokój, w którym spałam. Spojrzałam na śpiącego słodko Toma, uśmiechnęłam się, schyliłam nad łóżkiem – ucałowałam go i wyszłam najciszej jak umiałam z pokoju.
-Cześć. - powiedziałam kiedy drzwi do sąsiedniego pokoju otworzył mi Gustav.
-Hej Słonko. - przywitał sie promiennie. - Wchodź. - zaprosił mnie gestem do środka.
-Ja tylko na chwilkę. - powiedziałam.
-Czemu? - zdziwił się.
-Zaraz wyjeżdżam. - powiedziałam.
-Jak to? - spytał Georg, który właśnie wszedł do salonu.
-No tak to. - próbowałam zażartować. - Mam do was prośbę. - powiedziałam.
-Jaką? - spytali równocześnie.
-Przekażecie coś chłopakom? - spytałam, a oczy zaszkliły mi sie łzami.
-Jasne, ale... - zaczął Gucio.
-Proszę Cię... nie pytaj mnie o nic... - szepnęłam i podałam mu dwie koperty. - Trzymajcie sie i dziękuję za wszystko. - powiedziałam i zawiesiłam się perkusiście na szyi cmokając go w policzek, a następnie to samo uczyniłam z basistą. Nie obeszło sie bez moich łez, ale musiałam.
-Aha, dziękuję za czas mile spędzony i za wszystko. - dodałam wychodząc z apartamentu.
TAXI czekała na mnie przed hotelem. Wzięłam głęboki oddech i z ciężkim sercem wsiadłam do środka. Jedyne słowa jakie udało mi sie powiedzieć brzmiały „na lotnisko” późnej starałam sie trzymać łzy na rzęsach. Droga mi się dłużyła mimo to w końcu dojechałam. Stojąc samotnie na lotnisku zastanawiałam się, czy dobrze robię. Właśnie w tym momencie potrzebowałam rodziców, których niestety już ze mną nie było. Szybko napisałam SMSa do Martina i wyłączyłam telefon.
*****
-Nie ma Angeli. - powiedział Tom, gdy tylko wszedł do mojego pokoju.
-... - nic mogłem powiedzieć, ale mój pytający wzrok mówił sam za siebie.
-No nie ma jej. Obudziłem sie i nie było jej walizki. Niczego. - powiedział najspokojniej jak umiał, ale wyczułem, że jego nerwy są już bardzo naruszone.
-Ale... - tylko tyle potrafiłem powiedzieć, a raczej poruszać ustami, aby Tom mógł cokolwiek zrozumieć. Zdenerwowany wziąłem kartkę i długopis i napisałem „Ale jakim cudem Jej nie ma? To gdzie poszła?”
-Nie mam pojęcia. Idę do Gustava i Georga, może oni coś wiedzą. - powiedział Tom i wyszedł zostawiając mnie samego w trakcie pakowania.
Usiadłem na łóżku i zacząłem zastanawiać się, co sie dzieje i czy Angela naprawdę wyjechała nie żegnając się ze mną. Miałam mętlik. Szybko znalazłem telefon i próbowałem się z nią skontaktować – miała wyłączony telefon. Szybko wstałem i wyszedłem z pokoju kierując się w stronę apartamentu chłopaków. Akurat na przeciw mnie wyszedł mój bliźniak.
-I..? - udało mi się wyszeptać słówko.
-Trzymaj. - powiedział podając mi białą, zaadresowaną do mnie kopertę.
-...?
-Nie mam pojęcia, co to jest. - powiedział rozumiejąc mnie bez słów.
Razem skierowaliśmy sie do mojego i Angeli apartamentu. Tom usiadł wygodnie w fotelu i zaczął wyjmować list z koperty. Już z daleka rozpoznałem pismo Angeliki. Coś podeszło mi do gardła, a serce zabiło szybciej niż zazwyczaj. Połknąłem głośno ślinę. Tom zaczął na głos czytać list.
„Drogi Tomie...
Chciałam bardzo Ci podziękować za wszystko co od Ciebie otrzymałam – za Twoja przyjaźń. Nigdy nie zapomnę tego co dla mnie zrobiłeś – byłeś ze mną wtedy kiedy tego najbardziej potrzebowałam. Dziękuję :* To dla mnie bardzo dużo...
Wybacz, że się z Tobą nie pożegnałam, ale wiedziałam czym to się może skończyć. Nie mogłam inaczej. Dostałeś słodkiego buziaka i mam nadzieję, że nie jesteś oto na mnie zły... :)
Zapewniam Cię, że nigdy Ciebie nie zapomnę i jak tylko będę mogła – odezwę się. Póki, co jednak muszę być sama i radzić sobie sama.
Ty pilnuj brata i pomóż Mu w ciężkich dla Niego chwilach – mimo wszystko życzę Mu jak najlepiej :)
Trzymaj się Tom :*
Angela =]]”
-Płakała. - powiedział skończywszy czytając list napisany rekom mojej dziewczyny. Właśnie... była nią nadal?
Podszedłem i wziąłem od niego kartkę z literkami – faktycznie. Na liście były ślady łez. Drżącą ręką otworzyłem kopertę z moim imieniem.
-Chcesz zostać sam? - spytał brat. Przecząco pokiwałem głową, więc nawet nie ruszył sie z fotela. Powoli rozkładałem starannie złożoną kartkę.
„Kochany Billu :*
Jeśli teraz czytasz ten list oznacza to, że Gustav z Georgiem przekazali i Tobie i Tomowi listy ode mnie. Cieszę się. W tym momencie jestem już pewnie w samolocie – w drodze.... w drodze do nikąd, ale z pewnością dokądś.
Nie umiałam sie z Tobą pożegnać osobiście, chociaż założę się, że całą noc (podobnie do mnie) nie mogłeś zmrużyć oka. Wiedziałam, że nie śpisz, ale wiedziałam też, czym skończy sie nasze żegnanie – tego nie chciałam.
Jestem na Ciebie wściekła, ale jednocześnie moje uczucia do Ciebie nie zmalały, chociaż będę musiała zapomnieć o wszystkim tym, co nas za sobą łączyło. Sam wiesz, że było to piękne, ale niestety... widać nic nie trwa wiecznie. Szkoda :(
Doskonale wiesz, że wszystko jestem w stanie Ci wybaczyć. Nie rozumiem tylko jednego: jak można zapomnieć lub nie wiedzieć, że ma się dziecko z inną kobietą i związać sie z inną? Jak?! Oto mam do Ciebie żal. Może i Twoje uczucie do mnie jest prawdziwe, ale to już nie ma znaczenia. Niestety. Teraz masz inny cel: przyznać się do ojcostwa i uszczęśliwić dziecko oraz mamę maluszka. Mam nadzieję, że Tobie się to uda :) bo naprawdę życzę Ci szczęścia...
Mogłabym rywalizować z każdą kobietą o Ciebie, o Twoje serce i względy, o Twoją miłość, ale nigdy z dzie4ckiem, które jeszcze się nie urodziło i, które nie jest niczemu winne.
Życzę Ci szczęścia Bill :* i mam nadzieje, że już niebawem Ci się to uda. I pamiętaj, masz Toma, a On Tobie we wszystkim pomoże.
Angela =]]
P.S. Nie szukaj mnie, bo to nie ma sensu.”
List wypadł mi z rąk. Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć i co zrobić z natłokiem uczuć, które teraz we mnie się pojawiały. Każde słowo, które przeczytałem wypalało we mnie ogromną dziurę, która niewymownie bolała. Każda łza, która na kartce pozostawiła ślad rozmazując starannie napisane litery wbijała w moje serce tępy nóż, by po chwili go wyjąć rozdrapując wszystko bardziej. Tom podniósł list i go przeczytał. Był w szoku, aczkolwiek zdaje mi sie, że wiedział mniej więcej, co w nim jest napisane. Usiadł koło mnie i po bratersku przytulił. Nie potrafiłem nic powiedzieć. I tu juz nie chodziło o mój bezgłos, a oto, że nie potrafiłem w myślach znaleźć żadnego słowa, które by opisało to wszystko, co w tym momencie czułem...
**********
Aha, zapomniałam Wam wszystkim życzyć udanych wakacji :P Heh... Owszem, u mnie to już połowa, ale.... zawsze wakacje xD
komentarze [0]...::... INFORMACJA 5 ...::... >> wtorek, 3 czerwca 2008 14:52:16
Witam wszystkich bardzo serdecznie :)
Na samym początku chciałam Was wszystkich przeprosić za to, że tak długo nie pojawia się żadna notka, ale ja naprawdę teraz nie mam czasu, weny i... humoru :( Po prostu w moim życiu wszystko nagle zmieniło tor biegu i ja muszę się do tego w jakiś sposób (nie wiem jeszcze jak) przyzwyczaić. Nie wiem kiedy pojawi się kolejna notka. Wiem, że nie wyjaśniłam Wam wystarczająco tego wszystkiego, ale nie mogę i w sumie nie bardzo umiem. Mimo wszystko liczę na Wasze zrozumienie.
Jak tylko pojawi się kolejna notka obiecuję, że każdego kto tylko mnie zawsze o to prosił - poinformuję.
Trzymajcie się :*
komentarze [0]13. To niemożliwe. >> poniedziałek, 14 kwietnia 2008 20:13:00
Witam Was moi kochani ;*
Bardzo przepraszam za to, że tak długo nie było tutaj żadnej notki, ale nauka przed maturą ogranicza mi czas na wszystko co tylko bym chciała. Na szczęście w maju już to się skończy i nie będzie żadnego problemu :)
Chciałam też podziękować każdemu kto w tym czasie zajrzał na mojego bloga. Nie było wiele takich osób, co komentowało, ale było sporo osób,które pisały na gg i na meila - za to Wam dziękuję :*
Aha, zapraszam na moje blogi, na których również nowości:
www.th-und-wir.blog.onet.pl
www.alte-liebe.mylog.pl
www.einfach-liebe.mylog.pl
Teraz już nie zanudzam i zapraszam na kolejną część opowiadania ^^
*****
W mgnieniu oka dojechaliśmy do najbliższego szpitala. Tom cały czas siedział przy bracie, który zaczynał majaczyć. W szpitalu zabrali Billa na jedną z sal, a my zostaliśmy sami. Dred chodził w te i we wte nie wiedząc, co dalej robić. Nie miał nawet głowy do zapisania brata w szpitalu, zrobili to Gustav z Georgiem.
-Kurwa mać! Co się stało? - spytał w końcu Tom siadając na krześle w poczekalni.
-Tom, kochanie... - zaczęłam – Spokojnie. Nic mu nie jest. Po prostu wysoka gorączka, za dużo wspomnień, nerwy. Wszystko robi swoje. - starałam się mu to jakoś wytłumaczyć.
-Nie Laseczko, to nie oto chodzi. - powiedział. - Billowi coś dolega.
-Nie mów tak. Nic mu nie jest. Jedynie co to pewnie poważne przeziębienie.
-Nie. Mówię Ci, że to nie to. Słyszałaś jego głos. - mówił Dred. - Coś nie tak. Już nie mógł śpiewać. Ledwo, co dźwięk z siebie wydawał, publiczność śpiewała za niego. Dobrze, że Ty ciągnęłaś refren, bo byłoby fatalnie. - dokończył i schował twarz w dłoniach.
-Tom wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. - powiedziałam i przytuliłam chłopaka. W duchu zastanawiałam się nad tym wszystkim. Faktycznie, to co działo się z Billem niepokoiło również mnie. Najbardziej zaskakująca była ta nagła temperatura.
Po jakiś 30 minutach z jednej z sal wyszedł lekarz, który badał Billa. Tom poderwał się na równe nogi i zapytał o stan zdrowia brata.
-Pański brat stracił głos. Niestety. Jest to poważne. Jeżeli w ciągu 3 dni go nie odzyska na nowo niestety będziemy musieli przeprowadzić operację. - powiedział, na co Tom zbladł. - A temperatura była spowodowana nadmiernym stresem. - dokończył.
-Ale o jakim zabiegu pan mówi? - spytał Tom, który zdawał się być przerażony.
-Operacja. - odpowiedział krótko lekarz.
-Możemy go zobaczyć? - spytałam.
-A kim pani jest? - zapytał jakby dopiero zobaczył moją obecność przy rozmowie z dredowłosym.
-Jest narzeczoną mojego brata. - powiedział Tom.
-Aha. Tak. Proszę bardzo. - powiedział lekarz i wskazał nam salę, w której leżał Bill.
Zanim tam weszliśmy Tom stanął oparty plecami o ścianę i zamknął oczy. Był bardzo zmartwiony stanem zdrowia brata, nie musiałabym wiedzieć, co się stało, żeby to zauważyć. Grymas smutku malował się na jego delikatnej twarzy. Przetarł oczy dłońmi i po chwili był gotowy, aby wejść do sali brata. Wziął głęboki oddech i pokazał, żebym szła przodem. Nie posłuchałam go. Podeszłam bliżej i przytuliłam go tak mocno, jak tylko umiałam. Natychmiast odwzajemnił uścisk.
-Dzięki maleńka, że tutaj jesteś – powiedział cichutko i pociągnął nosem.
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze i nie masz mi za co dziękować. - powiedziałam mocniej go ściskając. Czułam jak jego ciało drży, a charakterystyczny odgłos „mówił”, że płacze. Odsunęłam się lekko i dłonią otarłam łzę bezradności, która spłynęła po jego prawym policzku. Wspięłam się na palce i cmoknęłam go w policzek.
-Chodź. Zobaczymy co z Billem. - powiedziałam siląc się na spokój.
Tom blado się uśmiechnął i wciągnął powietrze. Chwilę później przepuścił mnie w drzwiach do sali Billa. Oboje podeszliśmy do łóżka. Czarnowłosy leżał na łóżku i pisał sms-a. Wyglądał lepiej niż godzinę temu. Nie miał już gorączki. Kiedy tylko nas zobaczył zachrypiał cicho „cześć” i natychmiast złapał się za gardło.
-Nic nie mów Bill. - powiedział troskliwie Tom. - Nie możesz się wysilać. - dodał.
-No nie przesadzaj. - powiedział Bill, któremu wymawianie słów sprawiało niemały problem.
-Przestań chrypieć. Możesz nam pisać na telefonie to, co chcesz nam powiedzieć. - mówił Tom.
-Czy Ciebie pogięło? - spytał Bill, który był zdziwiony zachowaniem brata. - Jak mam nie mówić? - dodał.
-Kochanie, proszę Cię.. - powiedziałam spokojnie. - Posłuchaj Toma. Oszczędzaj głos. - dodałam i delikatnie pogłaskałam go po twarzy.
-No zgoda, ale co powiedział lekarz? Bo mi nic nie chciał. - szepnął, bo na głośniejszy dźwięk nie było go stać.
-Masz nic nie mówić! - podniósł głos Tom. - To poważne. Jeżeli chrypa Ci nie minie za 3 dni czeka Cię operacja, więc bądź na tyle łaskawy i nic nie mów! - dokończył zdenerwowany Tom i wyszedł z sali. Bill patrzył zdziwionym wzrokiem na drzwi, które zamknęły się za jego bliźniakiem. Wyglądał jakby nie rozumiał po niemiecku, a Tom mówił do niego co najmniej po chińsku. Po kilku sekundach spojrzał na mnie pytająco.
-Tak misiek. - zaczęłam. - Nie możesz nic mówić. Lekarz pewnie zaraz do Ciebie przyjdzie i wszystko Ci wyjaśni.
-Co? - zachrypiał po raz kolejny Bill.
-Kochanie! Przestań mówić. Nie słyszysz jak Ty skrzypisz? Ledwo, co już na koncercie śpiewałeś, a teraz jeszcze nadwyrężasz niepotrzebnie głos! - krzyknęłam. - Wiesz jak Tom się o Ciebie martwi? Nawet sobie tego nie wyobrażasz! A Ty masz gdzieś to co on mówi. - dokończyłam i usiadłam na brzegu łóżka. Bill chciał mi coś powiedzieć, ale właśnie do sali wszedł lekarz i dwie pielęgniarki.
-I jak się pan czuje? - spytał. - Tylko proszę nic nie mówić. Pokiwać głową. - uprzedził Billa, gdy zobaczył, że czarnowłosy chce coś powiedzieć. Bill tylko westchnął i pokiwał potakująco głową. Lekarz zapisał coś na karcie zdrowia i powiedział:
-Panie Kaulitz. - Czarny spojrzał na niego pytająco. - Nie będę owijał w bawełnę, jest pan już dorosły. Ma pan zakaz mówienia co najmniej przez 3 dni. Nie może pan wypowiadać żadnych słów. Jeżeli do tego czasu nie odzyska pan głosu będziemy musieli pana zoperować. - powiedział lekarz, a z jego każdym słowem oczy Billa robiły się większe. - Mam nadzieję, że zrozumieliśmy się. - dodał na koniec i poprosił mnie na zewnątrz.
*****
Zostałem w sali wraz z pielęgniarkami. Zastanawiałem się co mi powiedział lekarz. Miałam milion myśli.
-
Przecież to tylko chrypa.- powtarzałem sobie w myślach. -
Nic mi się nie stało. Skąd tyle szumu?
Byłem w niemałym szoku. Słowa lekarza naprawdę do mnie mocno dotarły. Najgorsze było to, że jeśli nie odzyskałbym głosu w ciągu trzech dni wylądowałbym na stole operacyjnym. To przerażało mnie najbardziej.
-
Kaulitz, to już nie żarty.-mówił mi wewnętrzny głos. Szybko wziąłem telefon do ręki i nie zastanawiając się długo napisałem do przyjaciela:
„Andreas, nie uwierzysz. Straciłem głos. Właśnie leżę w szpitalu. Nie mogę nic mówić, bo jak nie odzyskam głosu to wyląduję pod nożem =/ zajebiście, co? Bill”
Byłem w szoku. Teraz zrozumiałem dlaczego Tom wyglądał jak wyglądał kiedy razem z Angelą wszedł do sali. I rozumiem dlaczego się o mnie martwił. Szczerze? Sam zacząłem się martwic, bo... utrata głosu oznaczała jedno:
odwołanie wszystkich najbliższych koncertów, a co za tym idzie to i przeniesienie daty rozpoczęcia trasy. Byłem wściekły i załamany jednocześnie.
-
I co teraz? - zastanawiałem się. Moje rozmyślanie przerwał dźwięk dzwonka sms-a.
„Hej stary. No co Ty gadasz? =/ Jakim cudem Ty straciłeś głos?! A koncert w Amsterdamie się odbył? Jaka operacja? Andreas”
„No normalna operacja. Pokroją mnie! Kumasz?! Nagle na koncercie zacząłem chrypieć, Angela śpiewała ze mną to wyciągnęła za mnie, ale myślałem, że w którymś momencie to nic nie powiem :| Bill”
„No to współczuję Ci stary. I na serio nic nie mów. Andreas.”
„Łatwo Ci mówić! Ja nie umiem milczeć tyle czasu, znasz mnie. Wiesz ile bólu sprawia mi milczenie. Dlatego tez nigdy nie chciałem zdawać w harcerstwie na „Złote pióro milczenia” :P a tak poważnie to sam nie wiem, co mam o tym myśleć. Bill.”
„Póki co to masz oszczędzać głos! I nie ma, że boli! Kumasz?! Bo jak nie to ręcznie Ci wytłumaczę! A poza tym to możesz w tym czasie napisać kilka tekstów, bo już nie macie nic nowego obiboku. Andreas”
„Nie, no wiedziałem, że na Ciebie zawsze mogę liczyć. Zwłaszcza na słowo otuchy i wsparcia. I nie jestem obibokiem =\ Sam napisz jakiś tekst bez weny to pogadamy! Bill”
„A no i pewnie nie możesz się wściekać, ale o tym zapomnieli Ci powiedzieć :P a tak serio to milcz! I miłego dnia :) Andreas”
„Spadaj głąbie. Nie chcesz mnie wesprzeć to nie. Sam sobie poradzę ;P trzyma się. Bill.”
Andi nic mi już nie odpisał. A ja nadal samotnie leżałem na łóżku w szpitalnej sali, bo pielęgniarki już dawno mnie zostawiły. Zacząłem myśleć, co się stanie jak naprawdę będziemy musieli odwołać koncerty przez to, że mnie dopadła chrypa.
*****
-Nie chcę państwa straszyć, ale pan Bill ma cystę. Jeżeli nie odzyska głosu tak jak powiedziałem naprawdę będziemy musieli go operować. - powiedział lekarz do mnie i do Toma.
-To konieczne? - spytał zaniepokojony dredziarz.
-Jeżeli pański brat nie odzyska głosu to tak. - powiedział lekarz. - Ale radzę teraz przewieźć brata do Niemiec, niech odpocznie. - radził mężczyzna.
-Myśli pan, że tak będzie lepiej? - spytałam.
-Tak. Uważam, że w domu będzie lepiej.
-Skoro tak to dobrze. Możemy zabrać go już dziś? - spytałam.
-Ja nie wiedzę żadnych przeciwwskazań, ale proszę pilnować, żeby naprawdę nic nie mówił. Widzę, że pan Kaulitz jest niesamowitym gadułą. - powiedział lekarz uśmiechając się do nas.
-To racja. - powiedziałam. - To co? Trzeba zadzwonić do Davida. - powiedziałam zwracając się do Toma.
-Dokładnie. - odpowiedziała. - Aha, panie doktorze, a czy w Niemczech będą wiedzieli, co dolega Billowi? Czy będziemy musieli wszystko opowiadać? - spytał lekarza.
-Ja wszystko państwu wypiszę, proszę się oto nie martwic. A teraz przepraszam. - powiedział i odszedł od nas.
-No to ja dzwonię po Davida, a Ty idź do Billa i mu to powiedz. A no i weź chłopaków ze sobą, bo idą. - zwrócił się do mnie Tom, po czym wyciągnął telefon i wycisnął numer managera. Ja wraz z Gustavem i Georgiem poszłam do sali, w której leżał Bill. Po drodze opowiedziałam im co i jak. Obaj zgodzili się ze mną, że trasa musi poczekać.
-No i jak kochanie? - spytałam, gdy tylko weszłam do sali z chłopakami. - Mam nadzieję, że lepiej się czujesz, bo zaraz Cię stąd zabieramy.
-... - Bill nic nie powiedział, ale spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
-Jedziemy do Niemiec. Zaraz będzie Jost i Cię stąd zabieramy. - odpowiedziałam i podeszłam do niego chcąc go pocałować. Ten jednak się odsunął i spojrzał dziwnym wzrokiem. - O co Ci chodzi?
-Przecież mają mnie pokroić. - szepnął ledwo słyszalnie.
-Jak będziesz mówił to z pewnością Cię to czeka. - powiedziałam lekko poirytowana zachowaniem Billa. Zachowywał się jak dziecko, które nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji jaka zaistniała. - Ja zaraz wracam, a Ty zostajesz z chłopakami i nie waż się nawet pisnąć słówkiem! - dodałam zła i wyszłam z sali. Minęłam się w drzwiach z Tomem.
Na korytarzu wyjęłam telefon z torebki i wybrałam numer kuzyna. Postanowiłam go uprzedzić o moim powrocie do domu.
-Hej Martin. - przywitałam się, gdy tylko usłyszałam jego głos w słuchawce.
-A no hej Słonko. - powiedział. - Miło, że dzwonisz. Stało się coś? - spytał.
-No i tak i nie. Wracam dziś do domu. - powiedziałam.
-Dlaczego?
-No mówiłam Ci, ze jak koncerty się skończą to wrócę. - powiedziałam uśmiechając się sama do siebie.
-Ale Bill nic Ci nie zrobił? - spytał Martin, a ja w tym momencie przewróciłam oczami.
-Nie, nic mi nie zrobił. Jest w szpitalu.... - powiedziałam i opowiedziałam Martinowi całą historię.
-No to nie ma co.. ma chłopak pecha. Jak on wytrzyma w milczeniu? - spytał śmiejąc się.
-Ej, to nie jest śmieszne. - skarciłam go. - Martwię się. - dodałam szeptem.
-Spokojnie Skarbie. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. To w takim razie ja na Ciebie czekać będę na lotnisku. - powiedział uprzejmym tonem mój kuzyn.
-No zgoda. Jak będę miała samolot to napiszę Ci sms-a i mniej więcej będziesz wiedział, o której po mnie przyjechać. - odpowiedziałam.
-No ok. W takim razie do zobaczenia.
-No papa. - powiedziałam i rozłączyłam się.
Minęło parę minut nim wróciłam do sali. Jakoś nie miałam na to ochoty. Wiem, że powinnam być przy Billu i wspierać go, ale jego zachowanie zaczynało mnie złościć. Wzięłam głęboki wdech i wstałam z krzesełka. Powoli podeszłam pod drzwi. Już miałam wejść, kiedy usłyszałam rozmowę chłopaków.
-No i co ja mam jej powiedzieć? - mówił Tom.
-A skąd ja mam to wiedzieć. Przecież ja tego nie zrobię. - powiedział Gustav.
-No na mnie Bill nie patrz. Ja w te klocki nie jestem dobry. - powiedział Georg.
Zdawało mi się, że chłopcy wyraźnie coś kombinują, ale nie byłam pewna co.
-To ja sam jej to powiem. Gustav idź po Ann. - powiedział, a raczej zachrypiał Bill.
-
Przecież miał nie mówić. - pomyślałam. -
I o co chodzi? - zastanawiałam się i w tym momencie drzwi od sali się otworzyły z takim rozmachem, że oberwałam prosto w nos.
-Ała! - wrzasnęłam niemal na całe gardło. - To bolało. - skrzywiłam się rozcierając bolące miejsce.
-Przepraszam. Nic Ci nie jest? - spytał Gucio i cmoknął mnie w nos.
-Nie no spoko. Jeszcze żyję. - zaśmiałam się.
-Bill chce Ci coś powiedzieć. - oznajmił Tom.
-Przecież on mówić nie może. - powiedziałam i weszłam do sali zamykając za sobą drzwi. - Słucham?
-Bo chodzi oto, że... - zaczął Tom.
-Ja... - zaczął Bill tak, że niemal w ogóle go nie słyszałam.
-Nic nie mów. Niech Tom mi powie. - przerwałam mu. - Mów o co chodzi. - zwróciłam się do Toma. Chłopak chwilę milczał. Patrzył w milczeniu na brata i zdawało się, że „czyta z nie4go jak w otwartej księgi”, a po chwili raczył coś powiedzieć.
-Ann.. - zaczął cicho, a ja pytająco spojrzałam na niego. - Bo chodzi oto, że... - jąkał się.
-No powiesz mi co jest grane? - spytałam zaczynając się już denerwować.
-Nie umiem Ann. Ja Ci tego nie powiem. Sorry Bill. - powiedział Tom i spojrzał przepraszająco na Billa.
-Do jasnej cholery czy któryś z was może mi powiedzieć o co tutaj chodzi?! - podniosłam głos. - Napisz mi to na telefonie. - powiedziałam Billowi. Ten tylko westchnął i zaczął pisać.
-Ale obiecasz, że nie będziesz zła...? - spytał Tom.
-Nie wiem, bo nie wiem o co chodzi. - odparłam.
-Obiecaj mi, że przyjmiesz to spokojnie. - nalegał Tom. Nic nie odpowiedziałam. W tym czasie Bill podał mi telefon i zaczęłam czytać 'wiadomość' od niego.
”Ja nie wiem jak mam Ci to napisać. Kurczę... :( Nie chcę Cię ranić, bo jesteś dla mnie wszystkim. Nigdy jeszcze nie spotkałem takiej dziewczyny, jak Ty Kochanie. Wolałbym to powiedzieć, a nie pisać, no ale niestety... chodzi oto, że... Kilka minut temu dowiedziałem się, że pewna osoba, że moja była dziewczyna... ona jest w ciąży! :( Ja nie wiem, czy to moje dziecko. Naprawdę. Kocham Cię.”
Byłam w szoku. Z każdym słowem, które czytałam moje oczy zachodziły mgłą. Nie mogłam w to co czytam uwierzyć. Zastanawiałam się chwilę, czy aby na pewno dobrze wiedzę i czy potrafię czytać ze zrozumieniem.
-To niemożliwe. - powiedziałam raczej sama do siebie niż do Billa. Oddałam mu komórkę i spojrzałam szklącymi się oczami. Nie chciałam wierzyć w to, co przeczytałam przed chwilą. - Jak cudem Ty nic o tym nie wiedziałeś? - spytałam.
-Ona mu powiedziała dopiero dziś. - wtrącił się Tom. - Uspokój się Laseczko. - poprosił.
-Ja mam się uspokoić?! Czy Ty w ogóle słyszysz, co Ty do mnie mówisz?! - spytałam wściekła i załamana jednocześnie.
-Przecież to nic pewnego. - mówił dredowłosy chłopak, a ja w tym czasie patrzyłam na Billa i nie wiedziałam, co mam o tym myśleć.
-Dlaczego mi to zrobiłeś? - spytałam.
-Aniołku... - próbował coś powiedzieć. Nie udało mu się. Stracił całkowicie głos, ale nie interesowało mnie to wcale. Jakoś nie umiałam mu w tym momencie współczuć. Jedyne co czułam to żal, smutek, zawiedzenie, a łzy płynęły mi po policzkach strumieniami. Bolało. Nigdy bym nie pomyślała, że on... chłopak, którego pokochałam, z którym nie tylko miłość, ale i przyjaźń mnie łączyła, powie mi coś takiego... tak bardzo mnie zrani... Byłam załamana. Nie chciałam patrzeć ani na niego, ani na Toma, ani na żadnego z chłopaków. Po prostu chciałam wyjść.
Odwróciłam się na pięcie i skierowałam do drzwi. Kiedy już trzymałam za klamkę poczułam, jak ktoś łapie mnie za rękę. Gwałtownie się odwróciłam. Przede mną stał Bill. Jego, dotąd zawsze czekoladowe oczy, stały się ciemne i szklące. Spojrzał mi głęboko w oczy i starał się coś powiedzieć, jednak nie chciałam słuchać. Starałam się zamknąć oczy i w myślach modliłam sie oto,żeby zniknął. Nie miałam ochoty na niego patrzeć.
-Puść mnie. - syknęłam, ale nie posłuchał. Podszedł bliżej i poczułam jak jego ciało opiera się o moje tym samym powodując, że ja oparłam się całym ciężarem naszych ciał o ścianę. Nasze usta były coraz bliżej siebie. Nie miałam jak uciec. Chciałam, ale nie miałam jak. Poczułam, jak jego delikatne usta dotykają moich, a chwilę później jak delikatnie wsuwa w nie język. Nie umiałam sie oprzeć. Czułam jak łzy spływają mi po policzkach spadając na koszulkę czarnowłosego. Nagle odsunęłam się od niego gwałtownie i powiedziałam:
-Nigdy więcej tego nie rób. Nigdy. - i wyszłam szybko z sali.
komentarze [6]12. Niespodziewana sytuacja. >> poniedziałek, 24 marca 2008 20:30:20
Witam Was wszystkich bardzo serdecznie moim drodzy Czytelnicy!
Na samym początku chciałam bardzo Was wszystkich przeprosić za to, że nie dodawałam tak długo żadnej notki, ale nie mam na to czasu teraz Naprawdę. Wybaczcie. W maju mam maturkę i czy chce, czy nie musze się uczyć i przerabiać mnóstwo materiału. Niestety. Czas mnie goni i nie chce poczekać. Nie mam naet czasu wysmarkać się, jak to się mówi, a co dopiero mówić o jakims regularnym dodawaniu notek.
Na dzień dzisiejszy mam do prowadzenia troszkę blogów i szczerze mówiąc nie wyrabiam, więc musicie zrozumieć mnie i uzbroić się w cierpliwość. Wiem, że na Was można liczyć :* Wierzę w Was :)
A teraz, żeby nie przynudzac dłużej, zapraszam na notke, na którą sporo czekaliście.
Aha, no i moje pozostałe blogi, na które również zapraszam :)
www.th-und-wir.blog.onet.pl
www.alte-liebe.mylog.pl
www.einfach-liebe.mylog.pl
******
Nudziłam się czekając na Josta. Siedziałam na kolanach chłopaka i bawiłam się jego czarnymi włosami. Zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę o tym wszystkim myślę. To było coś niemożliwego, a jednak uchwytnego. Czy kochałam? Całym sercem! Dla mnie ten chudy chłopak był wszystkim. Dla niego, mimo krótkiego związku, czułam, że mogłabym zrobić wszystko. Uśmiechnęłam się sama do siebie i po chwili pocałowałam Billa w nosek. Chłopak uśmiechnął się i mnie przytulił.
-Ale mi nudno. Gdzie ten facet? - westchnął Tom, a już po chwili tego pożałował, bo do pokoju wpadł Jost.
-Jestem. Nie powinieneś być z tego zadowolony. - powiedział groźnie patrząc na Dreda.
-Dlaczego? - spytał Tom na co Bill cicho jęknął mi do ucha, co oznaczało porażkę.
-Mówiłem, że macie nie pić! - wrzasnął manager zespołu.
-Nie piliśmy. - odparł Georg.
-Nie? A oni to co?! Niby grypa ich rozkłada?! - pytał zdenerwowany mężczyzna.
-No. - odparł śmiejąc się Tom.
-Ty lepiej nic nie mów, bo mnie zaraz coś trafi! - odparł Jost i zwrócił się do Billa. - Czyż Ty Kaulitz oszalał?! Odwołany wywiad! Sesja! Spotkanie z fankami! Koncert!! a dlaczego? Bo lider zespołu zdycha na kacu! Czy Ty nie rozumiesz, że Tobie tak nie wolno?! Nie możesz! To Ty prowadzisz zespół i na Tobie spoczywa odpowiedzialność!
-No, ale... - zaczął Czarny.
-Tu nie ma „ale”. Musiałem to odwołać mówiąc, że jesteś chory i nie możesz nic robić... - przerwał mu manager.
-Ale to chwila. Nam, mi... to już nie można korzystać z życia jak innym młodym ludziom? - spytał Bill. - mam wiecznie sobie wszystkiego odmawiać, bo niby jestem liderem? Zespół nie tylko jest mój, ale i Toma, Gustava i Georga. Ja tylko śpiewam! - dokończył zdejmując mnie ze swoich kolan i sadzając na fotelu, a sam podszedł do okna.
-Co z tego, że do nich również należy zespół? To na Ciebie wszyscy w szczególności patrzą i na Toma. I nie gadaj, że odmawiasz sobie wszystkiego, bo jako jedyny z nich masz dziewczyną! Więc nie gadaj głupot! - odparł David.
-Od mojej dziewczyny się odczep! I może w ogóle nic nie powinienem gadać, skoro gadam same głupoty! - oburzył się Bill, któremu momentalnie oczy zmieniły kolor z piwnego na czarny.
-Tak będzie lepiej. - odpowiedział manager, co bardziej zdenerwowało Billa. - Co ja wam wczoraj mówiłem? Ja mówię do facetów czy do ściany?! W kulki ze mną lecicie? - ciągnął David.
Chłopcy nic nie mówili. Gustav z Georgiem potakiwali, Tom siedział ze spuszczona głowa, aczkolwiek uśmiechał się cwaniacko, a Bill po prostu nic nie robił. Stał patrząc w wielkie okno i w ogóle nie słuchał tego, co mówił manager.
Przyglądałam się całej sytuacji i zastanawiałam się co jest tak naprawdę słuszne. W sumie po części i Jost i chłopcy mieli rację. Oni nie powinni pic, ale z drugiej strony nie można im wszystkiego zakazywać. Nie odzywałam sie w ogóle, bo szczerze mówiąc nie wiedziałam, co i czy w ogóle powinnam mówić.
Długi wywód Davida przerwał dzwonek jego telefonu. Odebrał i zaczął rozmawiać będąc wyraźnie zadowolonym. W tym czasie chłopcy zaczęli ze sobą dyskutować. Jedynie Bill nic nie mówił nadal będąc na fochu. Gdy Jost skończył rozmowę powiedział z entuzjazmem.
-Zbierajcie się. Z 6 godzin macie koncert w Amsterdamie. I nie ma, że boli. Likwidować kaca! - tu spojrzał na Billa i Toma – I w drogę! Za 2 godziny macie samolot! - dodał i wyszedł z pokoju nie dając nikomu szansy dojścia do głosu.
-Zajebiście! - krzyknął Bill. - Jak marionetki!
-Oj Kochanie, spokojni8e. - powiedziałam wstając z fotela. - Musicie się zbierać.
-Ty tak samo. - odparł mój chłopak i natychmiast się do mnie odwrócił. - Mamy nie całe 2 godziny na spakowanie.
-A po co ja? - zdziwiłam się i spojrzałam na ogół.
-Do szczęścia. - odparł Tom i powoli wstał prostując kości, jakby był w podeszłym wieku. Powoli zaczął zbierać swoje rzeczy, które były porozrzucane po pokoju. Gustav z Georgiem poszli do swojego pokoju robiąc to samo. Andreas powoli zabrał się za swoje rzeczy, a ja za swoje. Tylko Bill miał lenia i nic nawet nie ruszył, stal patrząc w okno.
-Co się stało? - spytałam podchodząc i przytulając się do jego pleców.
-Nie chcę lecieć do Amsterdamu. Trasa jeszcze się nie zaczęła, a my mamy juz od zatrzęsienia roboty. Po prostu mam lenia. Nie chce mi się. - odpowiedział.
-Kochanie... musicie. Kochacie to, co robicie. Zawsze tego chcieliście, Ty i Tom, dasz radę. - próbowałam go pocieszyć.
-Wiem, ale czasem mi się naprawdę nie chce. Uwielbiam skakać po scenie, śpiewać. Widzieć zadowoloną publiczność. Czuć coś w rodzaju adrenaliny, tylko to wszystko czasem po prostu dzieje się za szybko. Dziś jestem tu, a jutro w dwóch jak nie trzech innych miejscach. - tłumaczył głaszcząc moje ręce opasające jego brzuch.
-Chodź. - szepnęłam, na co on natychmiast się do mnie odwrócił, a ja wspinając się na palce namiętnie pocałowałam jego słodkie usta.
Pocałunek przerwał nam Tom, który nie mógł znaleźć swojej czapki. No trudno. Oderwaliśmy się od siebie i zaczęliśmy pakować swoje rzeczy. Chwała, że nie było ich dużo, bo i mi by się nie chciało.
Po półtorej godzinie byliśmy gotowi i staliśmy na dole w hotelu. Rzecz jasna mnóstwo lasek, które chciały autografy i zdjęcia z chłopakami. Stałam za nimi i przypatrywałam się temu, co robią chłopcy. Z uśmiechami na twarzach, z błyskiem w oczach, rozdawali autografy i pozowali do zdjęć, jednocześnie odpowiadając na mnóstwo pytań. W końcu podjechała limuzyna. Wsiedliśmy i pojechaliśmy na lotnisko. Kiedy tam dotarliśmy Jost dal nam bilety (widać wiedział, że będę leciała z chłopakami). Andi jednak nie mógł lecieć. Musiał wracać do domu. Miał dużo do zrobienia. Prawdę mówiąc tez wahałam się nad powrotem do domu, Tom jednak szybko wybił mi ten pomysł z głowy.
W samolocie Bill próbował się zdrzemnąć. Zdawał się być zmęczony. W końcu położył głowę na moich kolanach i zasnął. Gucio z Georgiem słuchali swoich mp4, a ja z Tomem nie mogliśmy się niczym zająć, więc zaczęliśmy rozmawiać. Na początku rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Nagle Tom patrząc na brat powiedział:
-On nie lubi Amsterdamu. Nie lubi tam koncertować i w ogóle przebywać. Źle mu się to kojarzy. Dlatego taki jest. Nic nie chce i śpi. Jest zdenerwowany, podświadomie wraca do tego, co było kiedyś, co go tutaj spotkało.
-Co masz na myśli?
-Jak byliśmy młodsi Bill poleciał do Amsterdamu... - zaczął.
-Nie musisz o tym mówić Tom. - powiedział Bill, który właśnie się obudził.
-Sorry. - odparł i spojrzał na brata przepraszająco, po czym uśmiechnął się do mnie i wstał. Usiadł na innym siedzeniu i założył słuchawki na uszy słuchając swojej mp4.
Spojrzałam pytająco na Billa, który siedział i patrzył mi w oczy. Po chwili odwrócił się i spojrzał w okno. Chmury. Niebo. Ledwo widoczne domki, czy coś innego (małe punkciki) i nic nie mówił. Położyłam na jego prawym ramieniu dłoń. Drgnął. Delikatnie swoją ręką dotknął mojej. Ścisnął ją.
-W Amsterdamie... kilka lat temu... - zaczął powoli i wziął głęboki wdech. - Razem z jakimś kółkiem polecieliśmy do Amsterdamu, Tom był chory. Było9 fajnie. Do czasu. Tam zginęła moja przyjaciółka. - cicho dokończył. Zamurowało mnie. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Przytuliłam chłopaka i szepnęłam:
-Przykro mi...
-Była taka młoda. Miała 13 lat. Ganialiśmy się. Ten samochód. Nawet nie wiem skąd nadjechał. Po prostu... chciałem, ale nie zdążyłem jej uratować. Nie zdążyłem jej odepchnąć. - mówił cicho i spokojnie.
-Bill... - westchnęłam. - Nie obwiniaj się. To nie Twoja wina.
-Aniołku... chciałem ją uratować. Nie zdążyłem. Obiecałem sobie, że nigdy tam nie polecę i co? Latam! Nawet za często! I tyle warte jest moje słowo!
-Nie mów tak. Nie Twoja wina. - powiedziałam i mocniej go przytuliłam. Odwzajemnił uścisk i wtulił się we mnie mocno i cichutko westchnął.
Po jakimś czasie znaleźliśmy się na hiszpańskim lotnisku. Powoli wychodziliśmy z samolotu. Najpierw Georg, później Gustav, następnie Tom, a na samym końcu Bill. Fani krzyczeli ile tylko mieli sił w gardłach. Zaskakiwało mnie zawsze to skąd maja tyle sił , no i skąd wiedzą, że zespół o danej godzinie będzie na lotnisku. Chłopcy już rozdawali autografy, a ja wyszłam z samolotu. Uważnie przyglądałam się zachowaniu chłopaków, zwłaszcza Billa. Ochroniarze zaprowadzili mnie bezpiecznie do samochodu, w którym czekałam na chłopców. W duchu ich podziwiałam. Byli zmęczeni, a jednak uśmiechali się serdecznie. Nikt nawet nie zauważył, nie wziął pod uwagę tego, że mogą czuć się zmęczeni i, że mogą nie mieć humoru. Najważniejsze zdawało się to, aby zobaczyć idoli, uzyskać informacje jakieś i dostać autografy.
W końcu, po kilkunastu minutach, chłopcy cało dotarli do samochodu. Usiedli wygodnie i z ulgą odetchnęli. Widziałam, jak Tom porozumiewa się z Billem bez słów. Cała drogę, z lotniska do hotelu, spędziliśmy w milczeniu. Nikt nic nie mówił. Podróż samolotem naprawdę była męcząca. Gdy znaleźliśmy się w hotelu pojawił się problem. Kto z kim i w jakim pokoju. Szybko jednak to rozwiązaliśmy. Każdy dostał osobny pokój. Poszliśmy się rozpakować.
Kiedy siedziałam u siebie i zastanawiałam się, co mam dalej robić, usłyszałam dzwonek wiadomości w mojej komórce. Szybko odnalazłam telefon i odczytałam sms-a.
„Cześć Młoda :* Co tam u Ciebie? W domu jesteś? Ja właśnie jadę do domu z Uniwersytetu. Martin =] ”
„Hej kuzyn! :) nie. Nie ma mnie w domu. Jestem w Amsterdamie. Chłopcy mają koncert tutaj i mnie ze sobą zabrali. A dlaczego Ty do domu wracasz?”
„Szkoda. Kiedy wracasz? A bo zaliczyłem wszystko i nie mam, co robić na tych studiach. A jak Bill się sprawuje jako chłopak? :) Martin =] ”
„Dopiero dolecieliśmy. Jak mnie puszczą to jutro już będę w domu. Zdolna bestia z Ciebie ^^ Super z Niego chłopak
”
„Tylko uważaj na siebie, zgoda? I nie daj Mu się skrzywdzić słonko! Mam nadzieje, że jutro się spotkamy. Ja mam dużo wolnego czasu i będę w domu. Martin =] ”
Odpisałam kuzynowi i położyłam się na łóżku. Sama nie wiem czym, ale byłam zmęczona. Zamknęłam oczy i powoli czułam, jak ogarnia mnie senność. Zasnęłam. Nie wiem ile spałam, ale gdy się obudziłam za oknem było ciemno. Powoli wstałam i podeszłam do okna. Moim oczom dzisiejszego dnia ukazał się ponowie tłum fanów.
-Że im się tak chce. - pomyślałam i odeszłam stamtąd.
Postanowiłam się przebrać. Nie zajęło mi to dużo czasu. Umyłam się. Ubrałam. Zrobiłam świeży makijaż. Rozpuściłam loki. Uśmiechnęłam się sama do siebie patrząc w lustro. Gdy stałam w łazience usłyszałam pukanie do drzwi, a chwilę później znajomy głos:
-Kochanie! Gdzie jesteś?!
-Tu! - zawołałam z łazienki i chwilę później ujrzałam Billa.
-Ślicznie wyglądasz. - powiedział uśmiechając się od ucha do ucha. Zobaczyłam dziki blask w jego oczach.
-Dziękuję. - odparłam i dałam chłopakowi cmoka w policzek mijając go w drzwiach z łazienki do pokoju.
-Tylko tyle? - spytał rozczarowanym głosem wodząc za mną cały czas wzrokiem.
-Ty też ładnie wyglądasz. - zaśmiałam się szukając w torebce kolczyków.
-Nie oto mi chodziło. - powiedział. - Liczyłem, że bardziej się za mną stęskniłaś. - mówił zbliżając się do mnie.
-Nie mogę Cię pocałować, bo Ty nie jesteś błyszcykożercą. - odparłam szybko malując usta bezbarwnym błyszczykiem.
-Ann... - zamiauczał, jak kociak – zrobiłaś to specjalnie. - zauważył.
-Kochanie jakiś Ty bystry. - zażartowałam i chciałam minąć Billa, by w końcu założyć szpilki.
-O nie. Nie ma tak dobrze. - mruknął i złapał mnie w pasie. Nie reagując na moje udawane wyrywanie się pociągnął mnie do siebie i nie czekając na nic – pocałował. Czułam się cudownie. Uwielbiałam te chwile, gdy nasze usta łączyły sie w jedną całość. Czułam wtedy jak wszystko inne jest nic nieznaczące, a pocałunek trwa wiecznie, aczkolwiek wieczność jest za krótka. Nasz pocałunek przerwał dźwięk dzwonka w Billa komórce. Chłopak niechętnie oderwał się od moich ust po czym odebrał telefon. Ja w tym czasie słodko się do niego uśmiechnęłam i odeszłam zakładając szpilki i zarzucając na siebie katanę. Byłam gotowa, a Czarny skończył rozmawiać.
-To Aniołku idziemy. - powiedział uśmiechając się.
-Jak się czujesz? - spytałam dając mu rękę i splątując nasze palce dłoni.
-Lepiej. Aczkolwiek szczerze mówiąc troszkę się boję. - odpowiedział i spojrzał mi w oczy.
-Nie masz czego Kochanie. - starałam się go pocieszyć.
-Wiem, bo Ty jesteś ze mną. - powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Kocham Cię. - powiedziałam cichutko.
-Ja Ciebie Ann tez kocham. - odpowiedział.
Pół godziny później znaleźliśmy się na hali, na której chłopcy mieli dać lada moment koncert. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam. Po prostu byłam w szoku. To było niesamowite. Mnóstwo świateł, które padały na scenę. Kilka telebimów, które miały przybliżać postaci chłopaków. Wszystko razem zrobiło na mnie naprawdę wrażenie. Dodatkowo jeszcze pojemność hali. Masakra. Zastanawiałam się ile takich sal widzą chłopcy. Z moich zastanawiań wybudził mnie Tom, który właśnie oznajmił mi, że zaśpiewam z Billem.
-Że co Ty mówisz? - spytałam jakbym nie zrozumiała tego, co do mnie powiedział dredowłosy chłopak.
-Zaśpiewasz z moim bratem. - odpowiedział słodko się uśmiechając.
-Ty sobie chyba ze mnie żartujesz? - powiedziałam uważnie mu się przyglądając.
-Nie. Mówię poważnie. Nikt z nas nie żartuje wpadając na takie genialne pomysły. - powiedział i słodko się uśmiechnął. - Za 5 minut będzie próba. - dodał i odszedł ode mnie. Stałam w szoku i nie wiedziałam, co sie dzieje naokoło mnie.
-Ann!! - usłyszałam nagle głośne wołanie. To Bill wołał mnie ze sceny przez mikrofon.
-Ty sobie chyba ze mnie żartujesz? - spytałam podchodząc do niego.
-Nie. Dlaczego? - spytał zdziwiony i podał mi mikrofon.
-Bill... a może mnie by ktoś zapytał o zdanie, co? Ja nie umiem śpiewać. Nie chcę. - mówiłam wchodząc na scenę.
-Ale Kochanie dlaczego nie? Przecież umiesz. - ciągnął.
-Nie umiem. - upierałam sie przy swoim. - Nie dam rady z Tobą zaśpiewać. Żartujesz sobie ze mnie? Ja nawet nie wejdę z Tobą w odpowiednią tonację. - stałam przy swoim i usłyszałam, że Tom juz zaczyna grać jedną z piosenek.
-Zaczynamy Aniołku. Jak się nie zgramy to zgoda, sam zaśpiewam, ale jak się zgramy to zaśpiewasz ze mną. - powiedział Bill i zaczął śpiewać pierwsze słowa „1000 Meere”.
Nic nie mogłam już powiedzieć. Westchnęłam tylko głośno i w duchu modliłam sie, żeby nie zrobić z siebie pośmiewiska, którego byłam pewna. Zbliżał się moment refrenu. Spojrzałam na Billa i wiedziałam, że nie żartował. Chciał, żebym się z nim zgrała w tonacji, żebym zaśpiewała. Nie miałam wyjścia.
Wir müssen nur noch 1000 Meere weit
Durch 1000 dunkel Jahre ohne Zeit
1000 Sterne ziehen vorbei
Wir müssen nur noch 1000 Meere weit
Noch 1000 mal durch die Unendlichkeit
Dann sind wir endlich frei
Piosenka się skończyła. Podobało mi się. Wiedziałam już, co czuje Bill i chłopcy będąc na scenie. Podobało mi się to, ale nie byłam pewna, co do pomysłu chłopaków. Na sali panowała cisza. Patrzyłam to na bliźniaków, to na chłopaków i na managera. Na wszystkich. Oni zaś wpatrywali się we mnie i w końcu Bill powiedział:
-Aniołku...zaśpiewasz ze mną? Proszę Cię.
-Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. - powiedziałam zmieszana.
-Dziewczyno! - krzyknął Tom. - To było wspaniałe! Musisz zaśpiewać.
-Nie sądzę chłopaki. Ciesze się,że wam się podoba, ale nie jestem gotowa na występ przed tak wielką publicznością. - odpowiedziałam lekko się mieszając.
-Zrobisz to dla mnie? - spytał Bill. - Zaśpiewasz ze mną?
-Kochanie, ja nie wiem, czy powinnam. Naprawdę. Cieszę się, że wam się podoba, ale ja nie czuję się na siłach. Wybacz mi. Starczy Ci moja obecność w pierwszym rzędzie Billuś. - powiedziałam i zeszłam ze sceny.
-Szkoda. - powiedział tak, że zdołałam usłyszeć jego smutny głos. Odwróciłam sie w jego stronę, ale nie spojrzał na mnie. Zaczęła się kolejna piosenka, którą śpiewał już tylko Bill. Usiadłam koło Josta i słuchałam głosu Billa, który mnie w jakiś dziwny sposób hipnotyzował.
Po próbie manager chłopaków dał im jeszcze jakieś ostatnie wskazówki i zabrał do garderoby. Zostałam sama na sali i widziałam jak ochroniarze powoli wpuszczają fanów na halę. Byłam w szoku, bo każda z wpuszczonych dziewczyn pchała się pod samą scenę. W sumie się nie dziwię, sama chciałam stać w pierwszym rzędzie, żeby widzieć mojego chłopaka.
Po 19.tej na hali był komplet publiczności, a 15 minut później chłopcy kolejno wchodzili na scenę. Wyglądali cudownie. Widać było, że właśnie to, co robią w tej chwili daje im naprawdę szczęście. Zdawałam sobie z tego sprawę i chciałam, żeby trwało to jak najdłużej tylko sie da.
Koncert się rozkręcał. Fanki szalały. Ja wpatrywałam sie z Billa, który wczuwał się w każdą piosenkę. Zwłaszcza wyglądał słodko, kiedy śpiewał ballady. Nagle,ku zaskoczeniu publiczności, Czarny powiedział, że wybierze jedną osobę z publiczności, żeby z nim zaśpiewała. Fanki zaczęły piszczeć jedna przez drugą. Każdej zależało. Widziałam jak niektóre z nich pchały się by Bill je zauważył. Nagle spojrzenie mojego chłopaka spotkało się z moim. Pokręciłam mu przecząco głową, żeby nawet się nie ważył mnie brać na scenę, ale niestety... nie posłuchał mnie. Cwano się tylko na mnie spojrzał i powiedział ochronie, by pomogła mi wejść na scenę. Dał mi mikrofon i słodko się uśmiechnął. Syknęłam tylko, że porozmawiamy po koncercie.
-Teraz zaśpiewam jedną ze starszych ballad, a dokładnie jedną z pierwszych, która podoba sie wielu dziewczynom. - powiedział Bill, na co tłum zaczął piszczeć. Wiedziałam, co ma na myśli. I wiedziałam, że nie dam rady ciągnąć. Zrobił to specjalnie. - Mam nadzieję, że znasz tę piosenkę. - zwrócił się do mnie.
-Znam. - odpowiedziałam pewnie trzymając mikrofon w dłoni.
-To zaczynamy. „Wenn nichts mehr geht”. - powiedział zachrypniętym głosem, a chłopcy zaczęli grać pierwsze bity tej ballady.
Bill zaśpiewał pierwszą zwrotkę. Chrypiał. W pewnych momentach przerywał. Publiczność śpiewała za niego. Widziałam, że to nie jest zwyczajna chrypa. Brzmiała dziwnie. Uważnie mu się przypatrywałam i chyba zauważyłam jego błagalny wzrok. Zaczął się refren.
Wenn nichts mehr geht werd' ich ein engel sein -
für Dich allein.
Und Dir in jeder dunklen Nacht erscheint'
Und dann fliegen wir
Weit weg von hier
Wir werden uns nie mahr verlier'n
Piosenka się skończyła. Widać było po Billu, że jest szczęśliwy. Ślicznie się uśmiechał. Podziękował mi za wspólne zaśpiewanie piosenki i dał cmoka w policzek, a na ucho powiedział:
-Kocham Cię. I dzięki Aniołku za pomoc.
Zeszłam ze sceny i poszłam do garderoby. Tam czekałam, aż skończy się koncert i wrócą chłopcy. Po 21.tej już cała czwórka była w pomieszczeniu. Wstałam z kanapy i powiedziałam zakładając ręce na piersi:
-A Ty co? Mówiłam, że nie chcę śpiewać.
-Przepraszam Aniołku. - zachrypiał Bill.
-A co Ci się stało? - spytałam zmartwiona.
-Nic, po prostu zdarł mi się głos. - odpowiedział spokojnie.
-Ale Bill przecież to nie jest zwykła chrypa. - powiedziałam uważnie mu się przyglądając. Widziałam, że nie tylko ja tak uważam, Tom również się ze mną zgadzał.
-Przesadzacie. - powiedział Bill widząc moje i Toma spojrzenie. Po prostu zmęczyłem się śpiewem – zaśmiał się, po czym usiadł na jednym z foteli i ciężko zaczął oddychać.
-Bill co Ci jest? - spytałam.
-Nic. - odparł i zamknął oczy. Dotknęłam jego czoła. Był rozpalony. Tom szybko podszedł do mnie i nie czekając długo wezwał karetkę. Długo nie czekaliśmy. 10 minut później znaleźliśmy się w szpitalu.....
*****
Mam nadzieję, że skomentujecie i, że się podoba... :)
komentarze [2]
11. David Jost i rozmowa. >> niedziela, 13 stycznia 2008 16:01:13
Witam Was wszystkich bardzo serdecznie :)
Cieszę się, że w końcu udało mi się znaleźć troszkę czasu i mogłam tutaj wejść... Cieszę się, że mam ferie i mogę dodać kolejną notkę. Mam nadzieję, że nie gniewacie się na mnie za tak długa nieobecność? ^^Dobra ja już nie będę Was tutaj przynudzać, dodam dłuższą notkę i zapraszam do czytania i komentowania :) A kolejną notkę dodam niebawem...ale komentarze muszą być :D
Buźka :*:*
*****
Szybko poszłam otworzyć. Nawet nie spojrzałam na zegarek. Za drzwiami zobaczyłam stojących bliźniaków. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a starszy z nich szybko zakomunikował:
-Wybacz, ale muszę skorzystać z WC. - nic nie odpowiedziała, a on nawet na to nie czekając skierował swoje kroki do toalety. Pobiegł tam niemal.
-Kochanie, tak to już jest, jak ma się problemy z pęcherzem :P – zaśmiał się Bill. - Ślicznie wyglądasz. - powiedział po chwili, gdy zobaczył mnie już od góry do dołu i na odwrót.
-Cieszę się, że Ci się podoba. - powiedziałam uśmiechając się i dając chłopakowi buziaka w policzek. W tym momencie Tom do nas powrócił.
-Bill, ja nie mam problemów z pęcherzem. - powiedział oburzony.
-A no tak :) zapomniałem. Ty masz problemy z mózgiem :) - powiedział młodszy bliźniak i obaj wybuchli głośnym śmiechem.
-Dobra. Koniec leniuchowania. Idziemy. - zakomunikował Bill i wyszliśmy ode mnie z domu zamykając drzwi na klucz.
-Myślisz, że wasz manager nie będzie miał nic przeciwko?? - spytałam gdy wsiadaliśmy do samochodu.
-Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. - pocieszył mnie chłopak.
-Mam nadzieję. - odpowiedziałam i przywitałam się zresztą zespołu siedzącą już w samochodzie.
Do studia RTL-u dojechaliśmy w ciągu 55 min. No nie było tak źle, ale mogło być lepiej. Powoli wyszliśmy z samochodu. Nie mam pojęcia skąd, ale skądś fanki musiały wiedzieć, że tu pojawią się chłopcy, bo już wiele dziewczyn stało pod budynkiem. Rzecz jasna chłopcy musieli rozdać autografy. Przecież inaczej się nie da. Zostawiłam Bill i poszłam z Żakim do środka budynku. Tam poczekałam na zespół, który dołączył do mnie po jakiś 10 – 15 min.
-No to idziemy. - powiedział Czarny, chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą. Za nami poszła reszta zespołu.
Wsiedliśmy do windy i pojechaliśmy na 8 piętro. W towarzystwie ochrony wyszliśmy z windy kiedy dotarła na miejsce i poszliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Było ogromne. Pełno kamer. Mikrofonów. Jakiegoś sprzętu nagrywającego. Scena. Miejsce dla publiczności. No normalnie jak w TV w tych programach. W sumie to właśnie było to miejsce, gdzie przeprowadzano wywiady. Studio RTL.
W pomieszczeniu kręciło się mnóstwo ludzi. Nie wiem od czego byli, ale robili dużo hałasu. Gdy tylko zobaczono zespół natychmiast podeszła do nas młoda kobieta i kazała iść do szatni. Poszliśmy. Tam chłopcy zostali odpowiednio przypudrowani =] hehe... Fajnie się krzywili, gdy wizażystki robiły makijaże, aby się nie świecili. Powiedziano im co i jak i zostaliśmy sami.
-No to zaraz się zacznie. - powiedział Gucio, który od 5 min. bawił się swoimi pałeczkami.
-Jak zawsze :) - uśmiechnął się nerwowo Georg.
-Oj spokojnie. Damy radę :) - powiedział Tom, który bawił się kluczami od garderoby.
-Sam się denerwujesz. - zauważył Bill.
-Zdaje Ci się młody. - powiedział i w tym momencie upadły mu klucze, których nie mógł podnieść.
-A widzisz... - błysnął Bill.
-Chłopaki, mamy jeszcze 25 min. do wywiadu. Co robimy? - spytał Geo.
-Nie wiem. Może „pan mądrala” nam powie? - powiedział Tom i złośliwie spojrzał na brata.
-A żebyś wiedział „panie głupolu”, że powiem... odpowiedział. Zastanawiał się chwilę, po czym powiedział – Zamówmy pizzę :D
-Chcesz teraz jeść? - spytałam.
-Tak :)
-Jest bardzo zdenerwowany :P – powiedział Tom – Ale popieram Twój pomysł. - dokończył.
-Kto zamawia?? - spytał Bill.
-Ty!! - chórek Toma, Gucia i Georga.
-Ja zamawiałem ostatnio. - zmarszczył się,
-I co? :> - spytał Gustav.
-Teraz Ty zamów. - odparł i rzucił koledze telefon. Gucio już miał dzwonić, gdy do garderoby wszedł wysoki mężczyzna o dość przyjemnym wyrazie twarzy, aczkolwiek nie do końca dającym się lubić. Może to pierwsze wrażenie. Nie wiem.
-Nie dzwoń. Nie macie czasu na jedzenie teraz. - powiedział poważnie.
-Ale ja głodny jestem. - zamruczał Bill.
-Masz pecha. Najesz się po wywiadzie. - skwitował mężczyzna.
-Jak zawsze :| - skrzywił się mój chłopak.
-Bill, czy Ty zawsze musisz marudzić?? - spytał i pokręcił głową.
-Nie, ale jeść mi się chce. I burczy mi w brzuchu. Nie będę mógł myśleć. - marudził młodszy Kaulitz.
-Ty nie myślisz :P – zaśmiał się Tom i pożałował, bo mężczyzna zaraz mu odpowiedział.
-Przyganiał kocioł garnkowi.
Tom nic nie powiedział, ale spojrzał spode łba na wysokiego mężczyznę. Chłopcy jeszcze chwilę z nim rozmawiali po czym, nie wiem jak, ale w końcu, mężczyzna mnie zauważył i spytał:
-A kim pani jest?
-Mam na imię Andrea. - powiedział i podałam mu rękę, którą lekko uścisnął i skłonił by ja pocałować.
-Miło mi panią poznać. Jestem David Jost. Ale... - mówił.
-To... to moja dziewczyna :) - powiedział Bill.
-Słucham?? - zdziwił się.
-No to, co słyszałeś. Moja bratowa. - wtrącił się Tom.
Widziałam, że mężczyzna nie bardzo rozumiał i szczerze mówiąc nie był zachwycony tym, co właśnie usłyszał. Pewnie by coś powiedział, ale właśnie weszła kobieta i powiedziała, że chłopcy za 5 min. wchodzą, bo zaczyna się program.
-No i jestem głodny :/ - burknął Bill do Davida – A Ty Aniołku trzymaj za nas kciuki. - powiedział i pocałował mnie prze wyjściem z garderoby.
Zostałam sama z managerem chłopaków. Jakoś nie miałam ochoty z nim rozmawiać. W sumie to nawet nie wiedziałam o czym, więc przeprosiłam go i poszłam popatrzeć zza kulis, jak chłopcy sobie radzą. Nagle podszedł do mnie David Jost i poprosił na bok. Cała niemal w strachu, bo jego mina nie była przyjemna, odeszłam z nim dalej, aby nie zagłuszyć ani nie rozpraszać nikogo podczas pracy.
-Słucham?
-Jesteś dziewczyną Billa? - spytał.
-Tak. - odpowiedziałam wahając się.
-Długo się znacie? - pytał.
-Sporo. A dlaczego pan pyta? - zdziwiłam się.
-Powiem wprost. Jeśli chłopak zawali przez Ciebie zespół i wszystko, co z tym związane to pożałujesz. - powiedział.
-Grozi mi pan? - mój ton głosu stał się stanowczy i waleczny,
-Nie. Ale ostrzegam. Za dużo zespół dla niego znaczy, a raz już był u dna rozpaczy. - powiedział Jost cicho, jakby do siebie, ale tak abym i ja mogła to usłyszeć.
-O czym pan mówi?
-Nieważne. Pamiętaj tylko,że on ma zespół. Ale nie zapominaj również o uczuciach. - powiedział.
-Hmm... zdaje mi się, że chce go pan przed czymś ochronić. Nie wiem tyko dlaczego przede mną, ale trudno. Dla pańskiej informacji, wiem, że Bill ma uczucia. - odpowiedziałam. - Mam nadzieje, że to wszystko, bo chciałabym wrócić i dokończyć oglądać wywiad. - powiedziałam. David już nic nie powiedział tylko skinął głową, na co ja wróciłam na swoje poprzednie miejsce.
Wywiad był ciekawy. Nie ma,co. Nie było w nim standardowych pytań, które już każdy znał, a odpowiedzi mógłby sam udzielić. Pytania można powiedzieć były dość zróżnicowane i co mnie mile zaskoczyło nie było pytania na temat miłości. Może to i dziwne, bo odkąd poznałam chłopaków i czytałam, bądź oglądałam z nimi wywiady – zawsze padało pytanie i miłość życia. A teraz? Teraz nie :D Na zakończenie programu chłopcy zaśpiewali jedną ze swoich piosenek i pożegnali się z publicznością.
Pierwsze, co Bill zrobił po wejściu za kulisty było wzięcie Josta na stronę. Obaj gestykulowali rękoma, ale nie mogłam niczego usłyszeć, bo mówili tak, aby nikt nie wiedział o co chodzi. Reszta zespołu rozmawiała z prowadzącym i gratulowali sobie występu. Cóż. Nudziło mi się już troszkę, więc poszłam do ich garderoby. Wygodnie usiadłam w fotelu, w którym przed programem siedział Bill i zaczęłam zastanawiać się, co tak naprawdę chciał mi powiedzieć David Jost. Nie było mi jednak dane długo siedzieć w samotności. Po 5 minutach do garderoby wpadli chłopcy na końcu z managerem, który tylko spojrzał na mnie po czym powiedział:
-No chłopaki... gratuluję udanego wywiadu i wspaniałego występu.
-Dzięki. - powiedział za wszystkich Tom.
-A teraz kolejna sprawa. Jak coś odwalicie na Party to już po was. - powiedział poważnie.
-Spokojnie. Nic złego nie zrobimy. - zapewnił go Gucio.
-O Ciebie i Georga się nie boję. Mówię o tych dwóch delikwentach. - powiedział i wskazał głową na bliźniaków.
-A co my niby? Gorsi? :| - oburzył się Bill.
-Nie oto chodzi.
-A o co? Zawsze martwisz się o nas...:/ - burknął Tom.
-O Ciebie to powinienem martwić się najbardziej. Ale masz szczęście, że dołączam do Ciebie brata, więc nie musisz czuć się osamotniony. - powiedział.
-Mam się śmiać, czy płakać? - spytał bojowo Dred.
-Przestań. - szepnęłam siedząc nadal w fotelu i przysłuchując się rozmowie.
-Ann ma rację, przestań. - powiedział Jost po czym dodał. - Miłej zabawy i jutro żadnego kaca!
-Spokojnie. - powiedział Georg i zamknął za managerem drzwi.
-Mam go dość. - powiedział Bill siadając na kanapie obok Toma, który w tym momencie szukał czegoś po kieszeniach.
-Nie jesteś sam. - odpowiedział bliźniak.
-Przestańcie narzekać. Po prostu jest waszym managerem i chce jak najlepiej. - powiedziałam spokojnie uważnie patrząc na Billa, który jakoś unikał mojego wzroku.
-Może i masz rację. - westchnął mój chłopak. - Dobra. Zwijamy się. - powiedział do ogółu – Tom weź przekręć do Andiego i powiedz, że na niego będziemy czekać przed wejściem. - powiedział do Toma po czym pomógł mi wstać z fotela i puścił przodem do drzwi. Tam tez mnie przepuścił.
Party było w jakiejś dyskotece w Berlinie. Całkiem fajnie tu było. Z racji tej, że wchodziłam w chłopkami nie musiałam pokazywać dowodu, którego między nami jeszcze nie miałam :P no ale ciii... Zajęliśmy jedną z wolnych sof i zamówiliśmy coś do picia. Na parkiecie było wiele osób, ale wiele osób uwagę zwracało też na chłopaków. No tak, przecież to Tokio Hotel.
Czas nam mijał bardzo miło. Zachowanie Billa się zmieniło. Był już normalny. Cały czas trzymał mnie za rękę i słodko się uśmiechał. Po godzinie siedzenia usłyszałam wolną piosenkę. Nie musiałam nic mówić, a Bill wyciągnął mnie na parkiet. Bosko. On to czasami mądry jest :P hehe... Tańczyliśmy wtuleni w siebie w rytm muzyki. Czułam wspaniałe perfumy Billa. W jego ramionach czułam się tak bezpiecznie, błogo, wspaniale. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. I chyba w moich myślach czyał DJ, bo puścił kolejną wolną piosenkę. Pozostaliśmy na parkiecie. Wtulona w Billa kołysałam się wraz z Nim w rytm muzyki, nagle mój chłopak powiedział:
-Co powiedział Ci Jost?
-Słucham? - spytałam spoglądając mu prosto w oczy.
-Pytam, co Ci powiedział, jak rozmawialiście podczas wywiadu. - powiedział.
-A skąd wiesz, że rozmawialiśmy?
-Widziałem, to jak? Powiesz mi? - spytał ponownie.
-O Tobie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-A co Ci powiedział? - dopytywał.
-Nic złego. Tylko, że mam pamiętać o tym, że masz zespól i uczucia. I powiedział, że byłeś już raz u dna rozpaczy. - powiedziałam i uważnie przyglądałam się czarnowłosemu. To co zobaczyłam zaskoczyło mnie. W jego dotychczas spokojnych oczach pojawił się strach i... panika. Nie wiem dlaczego. Przestał tańczyć i dłuższą chwilę mi się przyglądał. Byłam zaskoczona. W sumie nie wiedziałam, o co chodzi.
-Bill... wszystko w porządku? - spytałam, gdy nic nie mówił tylko wpatrywał się w moje oczy.
-Nie. Chodźmy stąd na chwilę. - odpowiedział i chwycił mnie za rękę po czym razem wyszliśmy z dyskoteki. Bill wychodząc rzucił bratu spojrzenie mówiące „zaraz wracam, nie przeszkadzać” i wyszliśmy na zewnątrz.
Wiatr lekko muskał nasze rozpalone twarze i rozwiewał włosy. Chłopak wpatrywał się w gwieździste niebo nie puszczając mojej ręki. Zdawało mi się, że właśnie toczy się w nim wewnętrzna walka, ale nie miałam pojęcia dlaczego. Poszliśmy w milczeniu parę kroków i usiedliśmy na ławeczce. Wtuliłam się w ciało Czarnego i nic nie mówiłam. Czekałam, aż zacznie. Nie przychodziło mu to jednak łatwo. Mimo tego wiedziała, że lepiej będzie jak to on zacznie mi opowiadać. Nie myliłam się.
-Andrea... muszę Ci coś powiedzieć. - zaczął.
-Słucham. - odparłam nie zmieniając mojej pozyji
-Ale nie wiem jak. - westchnął.
-Najlepiej po ludzku, żebym zrozumiała. - powiedziałam spokojnie i podniosłam głowę z jego ramienia. Spojrzałam mu w oczy i pogłaskałam dłonią gładki policzek.
-Bo... bo... - jąkał się.
-O co chodzi kochanie? - spytałam spokojnie, chociaż zaczynałam się denerwować.
-Przed Tobą była pewna dziewczyna. Również śliczna jak Ty, o podobnym charakterze. Dla mnie idealna. Ją również przedstawiłem Tomowi i Jostowi. Polubili ją. A ja ją kochałem. Ale... - zatrzymał się – ale właśnie przez miłość do niej znalazłem się na dnie rozpaczy i ledwo, co z niego wyszedłem. Gdyby nie brat pewnie już bym mnie nie było i nie siedziałbym teraz z Tobą. Ona... - zająkał się ponownie – ona mnie zdradziła z moim kumplem na imprezie. Widziałem to i... przyrzekłem sobie, że już nigdy się nie zakocham. - powiedział. Jego oczy były szklane. - Ale... poznałem Ciebie. Na samym początku byłem ostrożny. Nie chciałem się z Tobą zadawać, bo... natychmiast zauważyłem, że jesteś do niej podobna. A na Twój widok serce zabiło mi szybciej. Starałem się oszukać nie tylko Ciebie i Toma oraz zespól, ale przede wszystkim siebie. Na szczęście nie udało mi się. Zakochałem się w Tobie natychmiast, chociaż walczyłem z tym. Chciałem zabić to uczucie, bo się bałem. Bałem, że znowu będzie coś nie tak, ale... kocham Cię i wiem, że z Tobą to już coś innego. - powiedział po czym mocno mnie do siebie przytulił.
Byłam zaskoczona tym, co usłyszałam. W pierwszej chwili nie miałam bladego pojęcia, co powinnam zrobić. Właśnie dowiedziałam się, że przez miłość Bill był na dnie, że kochał kogoś, że owa postać jest podobna do mnie. Miałam mieszane uczucia. Owszem. Powiedział, że mnie kocha. Ja go też kocham, ale... no właśnie pojawia się „ale”. Obawa. Odsunęłam się od niego i spojrzałam w ciągle szklane oczy, które walczyły by nie uronić żadnej łzy.
-Nadal ją kochasz? - spytałam.
-Czy ją kocham? Hmm... pewne uczucie zawsze zostanie, bo była pierwszą miłością, ale... nie, nie kocham jej. - odpowiedział, chociaż zdawało mi się, że w jego głosie wyczułam wahanie.
-Miłość nie ustaje. - powiedziałam.
-Owszem, ale nie w momencie poznania nowej. - powiedział nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Nie chcę być Twoim pocieszeniem. - powiedziałam po chwili ciszy.
-Nie jesteś Aniołku pocieszeniem. Nie mów tak. - zaprzeczył natychmiast.
-Tak mi się jakoś wydało w momencie gdy mi o tym opowiadałeś. - rzekłam.
-Kocham Ciebie, nią ją. Przez nią byłem na dnie i ledwo, co dawałem sobie radę. - tłumaczył Bill.
-Też Cię kocham, ale... nie chcę walczyć o Ciebie z przeszłością... - westchnęłam i posmutniałam.
-Nie będziesz o mnie walczyć, bo nie masz z kim Ann. Uwierz mi. - mówił spokojnie.
-Yhym. - jęknęłam.
-Spójrz na mnie. - nakazał. Gdy to zrobiłam mówił dalej – Ufasz mi? Gdybym Cię Aniele mój nie kochał nie siedziałbym tutaj teraz z Tobą i nie powiedziałbym Ci, że Cię kocham. Ona dla mnie już się nie liczy. Owszem. W pamięci pozostanie, ale nie ma dla mnie już żądnego znaczenia. Uwierz mi.
Nic nie odpowiedziałam tylko lekko się uśmiechnęłam. Po chwili mocno się do niego przytuliłam. Jedna łza spłynęła mi po policzku. Ale nie była to chyba łza smutku, no może troszkę, ale była to przede wszystkim łza radości. Radości, bo mam wspaniałego chłopaka, którego nie oddałabym nikomu za żadne skarby.
Po jakiś 40 minutach siedzenia na dworze wróciliśmy do środka trzymając się za ręce i z uśmiechami na twarzy. Zauważyłam, że Tomowi kamień spadł z serca, gdy zobaczył uśmiech na twarzy brata. Usiedliśmy do stolika i zamówiliśmy sobie coś do picia z procentami :D a co tam. Jak już szaleć to na całego. Chwilę później podano nam drinki. Razem z Guciem, Georgiem, Tomem i Andim siedzieliśmy i popijaliśmy drinki z palemkami :P Koło stolika kręciło się pełno dziewczyn, ale żaden z chłopaków nie zwrócił na żadną uwagi. Grzeczni chłopcy ^^ tak ma być. Około 23:00 wszyscy poszliśmy na parkiet, co rzecz jasna zrobiło troszkę zamieszania, ale szybko dało się to ogarnąć. Zabawa była świetna. Nawet nie wiem kiedy czas zleciał. O 5:00 przyjechał po nas Żaki, który na widok chłopaków nie miał zadowolonego wyrazu twarzy. No po częściej mu się nie dziwię, bo Bill, Tom, Andi, Gucio i Geo ledwo, co trzymali się na nogach. Pomijam ich zmęczenie, bo to nie to było powodem, ale liczba procentów w ich krwi był ciut – ciut za duży. No, ale młodzi są przecież. Chcieli się wybawić. Pomogłam Żakiemu wprowadzić każdego z nich z osobna do samochodu, po czym sama usiadłam wykończona dniem w samochodzie.
Nie wiem dokładnie o której znaleźliśmy się w hotelu, ale nie interesowało mnie to. Byłam padnięta i teraz jedyne o czym marzyłam to łóżko, nic poza tym. Razem z ochroniarzem wprowadziłam chłopaków do pokoju i ułożyłam ich na łóżku. Z Billa zdjęłam tylko kurtkę, a z Toma bluzę. Reszty nie ruszałam i spali w ubraniach. Gucia i Georga zaprowadziliśmy do drugiego pokoju. Pomogłam Żakiemu ściągnąć z nich bluzy i położyliśmy ich bezpiecznie do łóżka.
-Dziękuję za pomoc :) - powiedziałam i słodko się uśmiechnęłam.
-Nie ma za co. A im jutro to współczuję :) - zaśmiał się ochroniarz.
-Ja tak samo. Do zobaczenia. - pożegnałam się z Żakim i weszłam a holu do pokoju, w którym spali Andi, Tom i Bill.
Śmiesznie wyglądali. Spali jak aniołki, ale... nie chciałabym być na ich miejscu gdy się obudzą. Współczułam im kaca, który z pewnością dopadnie ich, gdy tylko wstaną. Uśmiechnęłam się sama do siebie i położyłam się na kanapie stojącej w rogu pokoju. Nie chciało mi się przebierać, więc położyłam się, jak stałam. Sen przyszedł bardzo szybko...
Następnego dnia, a raczej kilka godzin później wstałam, jako pierwsza. Gdy spojrzałam na zegarek była 13:00 :| Masakra :/ Tyle dnia zmarnowanego :\ Wzięłam się w garść i wstałam. Chwilę zakręciło mi się w głowie, ale gdy doszłam do łazienki – minęło :). Wzięłam szybki prysznic. No przynajmniej mi się tak wydawało, ale gdy wyszłam była 14:00 =/ czyli zabalowałam w łazience godzinę. Chłopcy nadal spali, a mi się nudziło. Po chwili odnalazłam jednak swój telefon w kurtce Billa i odczytałam wiadomości. Nie było ich za dużo, ale przynajmniej na jakiś czas zabiłam nudę. Dostałam esa nawet od Martina i Ingeli. Kuzynowi szybko odpisałam, zaś nad Ingelą musiałam się chwilę zastanowić. Jakoś nie miałam weny, żeby się rozpisywać, więc tylko napisałam:
„Jak wrócę do domu dam Ci znać to zajdziesz i pogadamy. Miłego dnia. Paa.”
Ingela, jak to Ingela musiała mi odpisać na moją wiadomość. Byłoby O.K, gdyby nie tyle pytań =/ no, ale nie odpisałam, bo mi się nie chciało :) wiem, straszna jestem :P
O 15:00 totalnie wynudzona postanowiłam obudzić Andiego. Wczoraj wyglądał na najmniej pijanego, więc zaryzykowałam. Podeszłam do łóżka. Chłopcy spali rozwaleni jak lordowie :D dobrze, że łóżko było duże to mieli miejsce. Uśmiechnęłam się na widok porozwalanych dredów Toma i łagodnie go poczochrałam, na co uśmiechnął się przez sen. Nad Billem chwilę postałam. Słodko wyglądał. Rozczochrany (te jego codzienne układanie kłaczków było niczym w porównaniu z tym, co widziałam teraz), oczka czarne z niezmytym makijażem i od ciepła panującego w pokoju zaróżowione policzki. Uśmiechnęłam się sama do siebie. I pochyliłam by cmoknąć go w czoło. Uśmiechnął się we śnie. Przyszła kolej na blondyna. Ni chciałam być drastyczna, ale jakoś obudzić go musiałam. Starałam się być delikatną:
-Andi, wstawaj. - mówiłam półgłosem szturchając Białego.
-Mamo, jeszcze chwilkę. - mruczał.
-Andi! Wstań! - zawołałam głośniej i mocniej nim szturchnęłam. Blondyn otworzył jedno oko, a następnie drugie. Ziewnął szeroko i patrząc na mnie spytał o godzinę.
-15:00 :) a mi się nudzi, więc postanowiłam Cię obudzić :P Wstawaj. - powiedziałam i siłą ściągnęłam go z łóżka. Spadł =P
-Ups :) nie chciałam ;) - zaśmiałam się i pomogłam mu wstać. No musiałam się zrekompensować za ten upadek. Andi wstał i zaczął sykać i rozcierać bolące miejsca.
-Bolało. - powiedział.
-Marudzisz. - zaśmiałam się. - Idź pod prysznic i chodź tu, bo mi nudno.. - ponagliłam go pchając w kierunku łazienki.
-O.K ale mam prośbę... Nie krzycz tak, bo mi głowę rozsadzi. - powiedział, a ja wybuchłam śmiechem.
-Kacyk? ;>
-Spadaj Ann :P – zaśmiał się i wszedł do łazienki.
Znowu zostałam sama. Miałam nadzieję, że jego szybki prysznic nie będzie tak samo „szybki”, jak mój. Chwała, że Andi uwinął się szybciej. Już po 15 minutach był gotowy. Tylko nie miał na sobie ubrania. Na biodrach miał ręcznik. Jego ciało było dobrze zbudowane. Szczerze? Lepiej niż bliźniaków. Dobrze umięśniony brzuch, odpowiednio zbudowane ramiona. No no :) Uśmiechnęłam się w myśli.
-Mam nadzieję, że Ci nie przeszkadza mój strój. Bo niechcący zmoczyłem bokserki =/ muszą się wysuszyć. - powiedział dość cicho.
-Spoko :) ale Andi.. Możesz mówić głośniej =P – powiedziałam.
-Sorki, ale zapomniałem się i głowa mnie boli. Pokój mi wiruje. - odparł.
-Może chcesz jakąś tabletkę, co? - spytałam.
-Nie. Samo mi minie, ale dziękuję. - powiedział uśmiechając się.
Posiedziałam z nim i pogadałam. Było miło. Około 17:00 doszliśmy do wniosku, że już zgłodnieliśmy, więc należy zejść na dół, do restauracji. Andreas ubrał się, jak przystało na człowieka i zeszliśmy na dół. Bliźniaki spali, jak zabici... =)
Wstałem z potwornym bólem głowy. Cały pokój hotelowy wirował mi =\ Uroki balowania po wywiadach. Ech... Zwlokłem się z łóżka i momentalnie zrobiło mi się niedobrze. Szybko pobiegłem do łazienki. Chwała, że zdążyłem... :|
-Nienawidzę tego. - cicho powiedziałem sam do siebie.
Stanąłem przed lustrem i mnie zamurowało. Wyglądałem jak sto nieszczęść... :|
-Masakra :| nigdy w życiu picia. - znowu powiedziałem sam do siebie. Wziąłem szybki i orzeźwiający prysznic i... nie poczułem się lepiej =/ Wróciłem do pokoju. Z ręcznikiem na biodrach usiadłem na fotelu i dopiero teraz zauważyłem, że nie ma ani Angeli ani Andreasa. Z trudem, bo pokój nadal mi wirował, podniosłem się z fotela i znalazłem telefon. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ mój błonnik był chyba niekompletny i ciężko mi było utrzymać równowagę. Kiedy już miałem w dłoni telefon, szybko wystukałem numer mojego Skarbka. Pech chciał, że telefon leżał na stoliku w pokoju =| Nie pozostało mi nic innego, jak zadzwonić do Andiego. Długo nie odbierał, ale w końcu raczył to zrobić.
-Słucham? - powiedział tak, że zawirowało mi mocniej w głowie i opadłem na fotel.
-Nie krzycz tak. - odparłem odsuwając telefon od ucha.
-I kto to mówi. - odparł, czyli i on miał kaca ]:->
-Gdzie jesteś? Jest z Tobą Angela? - spytałem.
-Na dole. Właśnie będziemy jeść. Zejdziesz do nas? Tom też wstał? - pytał blondyn.
-Jeju, a więcej pytań nie masz? :P – zaśmiałem się – Nie. Tom nadal śpi, a ja nie chcę jeść. To smacznego życzę i jak coś to czekam na was w pokoju :P – powiedziałem inteligentnie
-Spoko :) Nara. - powiedział i się rozłączył.
Siedziałem na fotelu i znowu zrobiło mi się niedobrze =/ Przesrane.
-Kurwa mać. Więcej nie piję. - zakląłem w myślach i znowu musiałem iść do łazienki. Kiedy stamtąd wyszedłem i wróciłem do pokoju mój brat siedział na łóżku z głową schowaną w dłoniach.
-Siemanko brachu :) kac? - spytałem.
-Nawet nie wiesz jaki. I nie tak głośno. - odpowiedział Tom.
-Wiem jaki. Mam gorzej. - odparłem. Chwilę nic nie mówiliśmy. Tom powoli poszedł do łazienki, a 10 minut później wyszedł z niej również w ręczniku na biodrach. Usiadł ponownie na łóżku i cicho powiedział:
-Umieram =|
-Nie Ty jeden. - zauważyłem.
-A gdzie Andi i Angela? - spytał. - W ogóle to pić mi się chce, a tu nic nie ma :/ - skrzywił się.
-Janie mam na nic sił. Głowa mi pęka, świat mi wiruje, a o tym, że m i huczy w główce to ja nic nie mówię. A no i chyb a jeszcze się zatrułem +/ - mruknąłem cicho do brata, który leżał już na łóżku.
-Kuźwa. Chyba się starzejemy :) - Tom próbował się zaśmiać.
-Racja :) – odparłem.
-A o czym gadałeś wczoraj z Angelą? - spytał nagle.
-O niczym. W sumie powiedziałem jej o tym, co było między mną, a Ann :/ - odpowiedziałem.
-A ona,co na to? Wie, że jest do niej podobna? Że tamtą kochałeś? - spytał.
-Wie. Powiedziałem jej. Ufa mi i mnie kocha. - odparłem zamykając oczy.
-A powiedziałeś, że była do Ciebie wypisuje i dzwoni?
-Nie. O tym jeszcze nie powiedziałem. - odpowiedziałem.
-Bo...? - spytał. Czy on zawsze musi zadawać mi takie pytania? Ech... =\
-Bo dla mnie nic nie znaczą esy od niej i te telefony. Była, ale nie jest już moją miłością. Teraz mam nową, a łączy je tylko to, że mają tak samo na imię i mówię na Angelę Ann. A no i poza tym uważam, że nie muszę chyba mówić o tych telefonach. - odpowiedziałem.
-No ja wiem, że masz Angelę i, że ją kochasz. Ale nie znasz swojej byłej? Wiesz jaka potrafi być. - zauważył Tom. Miał rację, ale miałem nadzieję, że nic złego z tego nie wyniknie.
-Znam i wiem. Mam jednak nadzieje, że zrozumie i sobie odpuści.
-Wątpię w to. Powiedz o tym Ann. No i powiedz, że była tak samo miała na imię. - zauważył słusznie Tom.
-Przecież to tylko imię. - powiedziałem.
-Ale... Angela nie ma na imię Andrea. - powiedział Dred.
-Ma tak na drugie imię. - błysnąłem.
-A no to w takim razie Cię to tłumaczy. - powiedział. - Ale na Twoim miejscu tez bym jej to powiedział, żeby później nie było żadnych problemów.
-Jeśli teraz powiem jej wszystko to ona mnie zabije.
-Coś Ty :P – zaśmiał się. - Nie zdąży. - dokończył.
-Dlaczego? - spytałem bardzo inteligentnie.
-Pierwszy zrobi to Jost, jak Cię takiego zobaczy. - powiedział śmiejąc się.
-A Ty to niby co? Ciebie też. - powiedziałam z bananem na twarzy.
-A właśnie. Mamy dziś coś w planach? - spytał Tom.
-Nie wiem, ale nie obchodzi mnie to nie mam na nic sił. Rzygam dalej niż widzę :| - dodałem.
-Będzie trzeba najwyżej wszystko odwołać. - powiedział mój bliźniak i tutaj przyznałem mu rację.
-Bill... - zaczął.
-No...?
-Masz zły humor. Dlaczego? - spytał.
-Skąd wiesz?
-Znam Cię.
-Ech... - westchnąłem. - Nic mi nie jest.
-Słuchaj. Musimy się wziąć za siebie. Idź się ubierz, bo psy się mną kości zlecą =P – zaśmiał się Tom.
-Uważaj, żeby Ciebie nie pożarły :P – odpłaciłem tym samym i poczłapałem do łazienki. Tom miał racje. Muszę powiedzieć Ann o tych esach i telefonach. Ale jak? Będzie zła. Zaczynało mi się mieszać.
Ubrany wyszedłem po 10 minutach. Nie chciało mi się robić makijażu i układać włosów. Tom również się ubrał, ale dredy miał nadal rozwalone. Leniwi byliśmy, no i męczył nas kac. Po 18:00 dotarli do nas Gucio i Geo, a chwilę później Andi i Ann. A propo to ta dwójka była bardzo wesoła, co wywołało moją zazdrość, ale starałem się nad nią panować. Dlatego nawet nie drgnąłem na fotelu, chociaż moje wnętrzności już nie mogły zostać na miejscu.
-Cześć chłopaki :) - słodko uśmiechnęła się moja dziewczyna do chłopaków, a później zwróciła się do mnie. - To „cześć” Kochanie było również do Ciebie.
-Siema :) - chórek Gea, Gucia i Toma.
-Cześć. - odparłem bez entuzjazmu.
-Widzę,że ktoś nie ma humoru. - zauważył Andreas.
-Jaki Ty jesteś bystry. - burknąłem. W tym momencie Ann usiadła mi na kolana i cicho powiedziała, żebym tylko ja to słyszał:
-Chodź ze mną na chwilę kochanie.
Nic nie powiedziałem, ale wstałem i opuściliśmy pokój gdzie siedzieli nasi przyjaciele. Poszliśmy do drugiego, mniejszego i tam zaczęliśmy rozmawiać.
-Billuś, co się stało? - spytała Ann.
-Nic. A co miało się stać? - spytałem.
-Może nie znam Cię Bóg wie, jak długo, ale znam Cię na tyle, żeby zauważyć, że nie masz humoru. Dlaczego?
Szczerze mówiąc to mnie zaskoczyła, bo przecież nie znaliśmy się bardzo długo. Owszem, prędzej byliśmy przyjaciółmi, ale dopiero od niedawna zacząłem się przed nią otwierać – wiedziała dużo.
-Kac mnie męczy. -odparłem.
-Wiem, jak wygląda u Ciebie kac. To nie tylko to.
-Zgoda. Wygrałaś. Zadowolona? =| - skrzywiłem się.
-Nie, bo w nic nie grałam i wymuszonego nie chciałam.
-I kto zrozumie kobiety? - westchnąłem.
-Z pewnością nie Ty. Czemu jesteś zazdrosny o Andiego? - spytała i znowu mnie tym zaskoczyła. Niby skąd to wiedziała? Nic nie mówiłem, no to jakim cudem?
-Nie jestem. Zdaje Ci się.
--Jasne. I powiedz mi, że jestem ślepa. - burknęła.
-Nie. Oczka masz cudne :) - zaśmiałem się. - Ale nie jestem zazdrosny o Andreasa.
-Przecież widziałam jak zareagowałeś, jak razem weszliśmy.
-Nie prawda. Normalnie siedziałem. - odpowiedziałem.
-Jak nie? Nawet zacisnąłeś dłonie na oparciach fotela, a oczka momentalnie Ci poczerniały, ale nie to popsuło Ci humor...
-Masz rację. - przyznałem. - Jestem zazdrosny. - powiedziałem i objąłem ją w pasie przyciągając do siebie.
-Po co? - spytała uśmiechając się zalotnie.
-Bo Cię kocham. - odpowiedziałem i namiętnie ją pocałowałem.
Właśnie tego mi brakowało. Czułem się cudownie, a Ann całowała, jak prawdziwy anioł. Delikatnie dałem do zrozumienia, abyśmy się cofali, aż na drodze napotkaliśmy łóżko. Pchnąłem ją lekko na nie, nie odrywając od niej ust i położyłem się. Leżeliśmy na łóżku i namiętnie się całowaliśmy. Chciałem, żeby ta chwila trwała wiecznie. Dziś jednak nie było mi to dane, bo do pokoju wparował Gucio, który widząc nas w takiej pozycji trochę się zaczerwienił, ale powiedział:
-Kaulitz. Koniec gruchania. Idzie Jost... - i poszedł.
-No to się zacznie. - powiedziałem cicho, na co Ann tylko się uśmiechnęła i pocałowała mnie w czubek nosa. - Nie śmiej się.
-Nie śmieję. Po prostu się uśmiecham. - odpowiedziała i znowu pocałowała mnie w nos.
-A co Ty tak polubiłaś mój nos? Usta bardziej potrzebują pocałunków. - powiedziałem i ponownie ją pocałowałem.
Po jakiś kilku minutach weszliśmy do pokoju gdzie wszyscy siedzieli i czekali na managera...
*****
Mam nadzieję, że notka Wam się spodobała :) i liczę na dużo komentarzy... No OK chociaż 20 i będzie kolejna notka ^^
komentarze [11]
...::... Frohe Weihnachten ...::... >> poniedziałek, 24 grudnia 2007 01:41:01
Witam Was wszystkich bardzo serdecznie :) Wiem, że dawno nie dodałam żadnej notki,ale naprawdę nie mam jakoś weny i nie mogę dokończyć notki, którą zaczęłam... Pewnie dodam ją dopiero po świętach, gdyż w trakcie nie będę miała niestety czasu :(
A teraz z innej beczki :)
Małą gwiazdkę przed świętami
Przyjmijcie proszę z życzeniami
Może spełni się marzenie
Białe Boże Narodzenie
Lub, gdy przyjdzie Wam ochota
Niech to będzie gwiazdka złota
Bo, gdy spada taka z nieba
Wtedy zawsze marzyc trzeba
No, a jeśli tak się zdarzy,
Że srebrzysta ci się marzy
Możecie także taką zdobyć
I choinkę nią ozdobić
Gwiazda, gwiazdce zamrugała
I choinka lśni już cała
Naszych marzeń jest spełnieniem
Bo jest piękna jak marzenie
A pomarzyć czasem trzeba
Każdy pragnie gwiazdki z nieba.
Wesołych Świąt Kochani :*
komentarze [2]
10. Kocham Cię Aniołeczku :* >> czwartek, 22 listopada 2007 01:43:44
Witam Was wszystkich bardzo serdecznie :) Po dość długiej nieobecności udało mi się napisać i wkleić jakąś notkę. Nie wiem, czy ona Wam się spodoba(mam nadzieję, że tak), ale innej w moim stanie nie mogłam wymyślić. nie mogłam napisać nic innego.... Cieszę się, że w ogóle po tym wszystkim udało mi się napisać cokolwiek...
Dobra już nie marudzę i zapraszam do przeczytania i skomentowania ;*
******
-Bill!! Tom!! Czy wyście oszaleli?! - krzyczała mama schodząc po schodach w dół domu i kierując się do sali prób znajdującej się niemal w podziemiach.
-Cześć mamuś :* - powiedział Tom przestając grać i podszedł do mamy dając jej cmoka w policzek, ja zrobiłem to samo. Jednak jesteśmy kochanymi synami :)
-Czy wy chorzy czy chorować będziecie? - spytała mama nie zwracając uwagi na nasze słodkie buziaki.
-Zdrowi :) - odpowiedziałem uśmiechając się do mamy i puszczając do brata oczko.
-Jak rydze mamo :) - zaśmiał się Tom.
-Moi drodzy. - zaczęła poważnie mama. - Jest 5 rano, a wy co tutaj uskuteczniacie, co?! To, że mam nienormalnych synów nie znaczy, że i ja taka jestem i muszę wstawać razem z kurami! Jak chce wam się grać to do studia,a nie w domu.
-Oj mamuś... - zacząłem. - Nie złość się na nas. Nie chcieliśmy Cię obudzić, naprawdę. Przepraszamy :* - dokończyłem i dałem rodzicielce buziaka w policzek, a mój kochany brat zrobił to samo. Mamie złość przeszła :)
-No już się nie gniewam,a teraz łobuzy – do łóżek :) - powiedziała i przytuliła każdego z nas, po czym dała buziaka w czoło i poszła do swojego pokoju.
-Dobra Bill, dawaj jeszcze jakąś jedną. Może jakaś ballada? - zaproponował Tom, gdy tylko mama zniknęła za drzwiami naszego domowego „studia”.
-No spoko :) ale jaką? Jakąś z nowszych, czy starszych? - spytałem jednocześnie samemu zastanawiając się, co miałbym ochotę zaśpiewać.
-Ja myślę, że możemy przećwiczyć np.”Spring nicht'. Co Ty na to? - spytał Tom i już zaczął przypominać sobie chwyty na gitarę.
-Hmm... no ok, dla mnie żaden problem, ale...
-Ale co? - spytał bliźniak.
-Ty ze mną śpiewasz refren :D
-Chyba Cię pogięło :P – zaśmiał się Tom i zaczął grać pierwsze bity do „Spring nicht”.
-Über den Dächern............ - zacząłem śpiewać, a gdy była chwilowa pauza przed refrenem, powiedziałem do Toma: -Razem.
Ich schrei in die Nacht für Dich...
Lass' mich nicht in Stich
Spring nicht...
Die Lichter fangen dich nicht
się betrügen dich
Spring nicht!
Erinner dich an dich und mich
die Welt da unten zählt nicht
Bitte sprong nicht!
Śpiewałem te słowa i wpatrywałem się w Toma. Sam nie wiem dlaczego, ale naszła mnie myśl, że jakby mi go kiedykolwiek zabrakło z pewnością sam nie dałbym sobie rady. Nie raz się kłóciliśmy, nie raz były jakieś sprzeczki i „wojny” o dziewczyny, ale wiem, że bez siebie żaden z nas nie umiałby żyć. Piosenka się skończyła.
-No no Tom, zastanawiam się dlaczego Ty nie chcesz ze mną na koncertach śpiewać. - powiedziałem powoli sprzątając wszystko w naszej domowej sali prób.
-Przestań :P niech w zespole każdy robi to co do niego należy :) - zaśmiał się chowając gitarę.
-Ale ja mówię poważnie brat :]
-No ja też, a poza tym, jak ja zacznę śpiewać to Ty zostaniesz w zespole bez roli, bo... nie umiesz grać na niczym poza nerwami :D a Twoje fanki z Ciebie zrezygnują i będą moje, a przecież nie chcesz tego braciszku :P – zaśmiał się Tom poklepując mnie po ramieniu.
-Że ja nie umiem na niczym grać? Ja Ci pokaże. - powiedziałem i chwyciłem pierwszą gitarę.
-Tylko nie ta gitara! - krzyknął Tom.
-Oj nic jej nie zrobię. - powiedziałem i usiadłem wygodnie na jedno z krzeseł trzymając gitarę. Starałem sobie przypomnieć jakieś chwyty, których kiedyś uczył mnie Tom, jakoś ciężko mi to szło, ale w końcu się udało. Zacząłem grać jakąś melodię, która nawet przypominała jedną z naszych piosenek :) Kurczę, ja to mam talent, nie ma co :) Kilka minut pobrzdękoliłem i ostrożnie odłożyłem Gibsona Toma na miejsce. Brat był w lekkim szoku.
-A Ty od kiedy umiesz grać na gitarze?
-No wiesz, ma się ten talent :P – zaśmiałem się. - Chodź, idziemy do pokoju, albo nie... idziemy do kuchni na śniadanie.
Razem z Tomem długo jeszcze rozmawiałem. Rzecz jasna Tom nie mógł się nadziwić, że jego kochany brat (czyli ja :D) pamięta coś z gry na gitarze. Sam sobie się dziwiłem, bo moja cierpliwość do instrumentów nie była szczególna. W sumie tego nie lubiłem, bo... nie to było moją pasją.
Zjedliśmy śniadanie i poszliśmy, rzecz jasna anonimowo, na miasto, bo zachciało nam się czegoś dobrego, a w domu akurat tego nie było.
*****
Szłam sobie właśnie do pobliskiego sklepu, bo jakoś zachciało mi się czekolady z orzechami. Nie mogła być inna, musiała mieć w sobie całe orzechy laskowe. Wiem, mam wymagania :P hehe, ale czasami trzeba sobie jakoś dogodzić ;) Po paru minutach doszłam do najbliższego marketu. Wzięłam koszyk i ruszyłam na podbój półek ze słodyczami. Kocham to :)
Dotarłam do mojego w owym czasie upragnionego miejsca. Heh... żyć nie umierać :) Pułki uginały się pod ciężarem słodyczy, a ja dostawałam oczopląsów, nie wiedziałam na co teraz mam ochotę. Rzecz jasna czekolada obowiązkowo:) W końcu, po jakiś 20 min. zdecydowałam się i wzięłam trochę słodyczy do koszyka. Swoje kroki skierowałam do kasy, ale nagle ktoś na mnie wpadł =/ Natychmiast się odwróciłam i zobaczyłam... mojego chłopaka z bratem, który się słodko uśmiechnął i nim zdążyłam coś powiedzieć namiętnie mnie pocałował. Bosko. Ten smak jego delikatnych ust. Sam w sobie delikatny pocałunek sprawił, że przestałam kontrolować swoje nerwy w ciele i... koszyk upadł na podłogę.
-Co Ty tu robisz? - spytała, gdy oderwał się od moich ust.
-Na samym początku to cześć Aniołku :* - nawet cmoka dostałam.
-Cześć Kotuś :* - odwdzięczyłam się tym samym. - A teraz mów co Ty tutaj robisz.
-Zachciało nam się czegoś :D – zaśmiał się i spojrzał na Toma, który uparcie szukał czegoś na półce ze słodyczami.
-Czyli? =] - spytałam.
-Ej brat! - zawołał Bill, a gdy ten się odwrócił dodał – Czego szukamy?!
-Czekolady z orzechami ;D – wyszczerzył się.
-Oj to masz Mopie pecha, bo ja wzięłam ostatnią. - powiedziałam i pokazałam tabliczkę mojej ulubionej czekolady.
-Kurde =/ - naburmuszył się.
-A może weźmiemy coś innego, albo.... - powiedział Bill.
-Albo co? - spytałam.
-Wiesz Aniołku, my nie spaliśmy całą noc... może byś nas na jakiś czas przygarnęła? :D – pytał cwano Czarny.
-Ciebie tak :) Toma...hmm... - powiedziałam i spojrzałam zza Billa na Dreda, który nadal czegoś szukał na pułkach. - No spoko, jego tez mogę. - powiedziałam po chwili namysłu, a raczej po tym jak poczułam ciepły nosek Billa na swoim policzku.
-Tom idziemy w gości na czekoladę!! :D – krzyknął Bill i... to był jego błąd.
Nie wiadomo skąd wokół nas znalazły się jakieś dziewczyny., które zaczęły piszczeć wniebogłosy. Nie musiałam długo zastanawiać się kim ona są. Samo ich zachowanie mówiło za siebie. Ubrane w miniówki laleczki, którym chodzi tylko o jedno. Żal mi takich, no ale cóż – życie.
-Za to, że teraz muszę uciekać zabiję Cię Kaulitz :P – zaśmiał się Tom i nim zdążyłam coś powiedzieć obaj pociągnęli mnie za ręce i biegiem skierowali się ku wyjściu ze sklepu. Wszystko co słodkie schowali do kieszeni, a kasjerce rzucili szybko 20 euro i wybiegli ciągnąc mnie niemal za sobą. Rzecz jasna „pokraki” biegły w naszym kierunku. Kurde =/ nieźle im szło na tych obcasach. To muszę przyznać. W końcu udało nam się. Dziewczyny zrezygnowały, a my spokojnie, a może raczej bez większych przeszkód dotarliśmy do mnie do domu.
-Zabije was, nie chciało mi się biegać :) - zaśmiałam się łapiąc oddech.
-Zaufaj Skarbie, że nam też nie :P – zaśmiał się młodszy Kaulitz i spojrzał na brata.
-No pewnie, że nie. Zwłaszcza, że żaden z nas nie znosi w-fu. :) - odpowiedział Tom uśmiechając się przy tym lekko.
Weszliśmy do mnie do domu. Nikogo nie było, bo przecież zostałam sama na jakiś czas. Wcale mi to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Mogłam robić to na co tylko miałam ochotę. Szczerze powiedziawszy, ja mam milion pomysłów na setną setnej sekundy, więc to różnie bywa z tymi moimi pomysłami :)
-Weźcie się rozgośćcie, a ja w tym czasie coś załatwię. - powiedziałam zostawiając chłopaków w salonie, a sama poszłam na górę do swojego pokoju. Musiałam się przecież w coś ubrać. Nie za bardzo przepadałam za chodzeniem w spódniczkach, więc założyłam dres i zeszłam na dół, do chłopaków, którzy w tym czasie buszowali w mojej lodówce. Kiedy tylko mnie zobaczyli, Bill spytał:
-Aniołku, powiedz Ty mi jedno. Czym Ty się tak w ogóle odżywiasz?
-Słucham? - zdziwiło mnie Jego pytanie.
-No pytam, co Ty na ogół jadasz, bo ta lodówka pęka w szwach, a Ty jak byłaś tak nadal jesteś drobniutka i szczuplutka :) - powiedział słodko się uśmiechając.
-No jak czym... Kochanie, jedzeniem. Jedzeniem. Czego nie można powiedzieć o żadnym z was, - odpowiedziałam i spojrzałam na każdego z bliźniaków. Byli chudzi i wysocy. Ogólnie to jakoś nieproporcjonalni, ale za to bardzo ładni... ;)
-Laseczko... coś Ci się wydaje. Jesteśmy zbudowanie bardzo dobrze. - powiedział Tom.
-A czy ja powiedziałam, że nie jesteście? -odpowiedziałam uważnie mu się przyglądając.
-Pomyślałaś tak ;) - powiedział i puścił oczko.
-Nawet jeśli to przecież mam rację :P – wytkałam język.
-Widzę, że jeszcze jej nic nie pokazałeś :D – zaśmiał się Dred i na „1, 2, 3...” obaj podnieśli koszulki ku górze, a mnie zatkało :| Mieli świetnie umięśnione brzuchy, na co niw wskazywała przecież postawa żadnego z nich. Byłam w szoku, czego nie udało się ukryć.
-Aniołku, jeszcze wiele o nas nie wiesz :* - powiedział Bill podchodząc do mnie i delikatnie całując w policzek.
Nic nie powiedziałam tylko słodko się uśmiechnęłam, bo nadal byłam w szoku. Wszyscy poszliśmy do mnie do pokoju. Włączyliśmy kompa i zaczęliśmy słuchać muzyki. Kiedy nam się to znudziło, Bill zaproponował, abyśmy weszli na czata i trochę porozmawiali z ludźmi. Dla mnie to było jak dla Zenka, więc się zgodziłam, w sumie to od początku myślałam nad czymś innym i jakoś byłam nieobecna. Kiedy już chłopcy się wszystkim zajęli przyszła kolej na pisanie z człowieczkami siedzącymi na tym samym czacie. Przyznam, że było sporo zabawy. Chłopcy podszyli się pod nickiem: „Najprzystojniejsi bliźniacy świata :P” (mogę potwierdzić, że nick mówił prawdę :P). Wiele dziewczyn momentalnie dochodziły do wniosku, że naprawdę rozmawiają z Kaulitz'ami. Dlaczego mnie to nie dziwiło? Hmm... pewnie dlatego, że każda laska na tym czacie była na nich napalona...
Czas mijał szybko, a zabawa dochodziła ku końcowi. Niestety. Kiedy Bill już żegnał się z jakąś fanką nagle zadzwonił jego telefon. Będąc dobrze wychowanym chłopcem, przeprosił mnie i Toma i wyszedł z mojego pokoju. Zostałam sama z Dredem, a tego obawiałam się od samego początku spotkania. Chwilę milczeliśmy. Żadno z nas nie miała chyba ochoty rozmawiać, ale Tom jednak nie wytrzymał.
-Angela, ja chciałem...
-Co?
-Chciałem Cię przeprosić za moje zachowanie. Ja tak naprawdę nie jestem takim kawałem drania, jak ostatnio się dałem poznać. Ja nie chciałem, ale... chciałem, żebyś przyznała się do tego, że czujesz coś do Billa, bo inaczej byś tego nie zrobiła. Przepraszam. - powiedział spokojnie.
-Wiem, znam Cię i wiem, że taki nie jesteś :) Tylko.... przykro mi było, ale spoko. Nie gniewam się na Ciebie. Naprawdę :) - powiedziałam uśmiechając się szeroko.
Tom uśmiechnął się do mnie i chwilę popatrzył w oczy, po czym wstał i podszedł do mnie. Zajrzał mi głęboko w oczy, (szczerze mówiąc to mnie wystraszył, ale nie oderwałam wzroku), chwilę mi się poprzyglądał po czym dał delikatnego cmoka w policzek.
-Dzięki laseczko :*
-Za tą laseczkę to Ty Mopie kiedyś ode mnie naprawdę dostaniesz :) - odpowiedziałam uśmiechając się.
Chwilę porozmawialiśmy i nagle Tom zaczął mnie łaskotać. No w sumie może mi się należało, bo ciągałam jego dredy jakby były czymś w rodzaju wymion krowich do dojenia :P no i za to mi się oberwało. Gdy siedział na mnie i był lekko pochylony, a raczej twarz miał schowaną w moich włosach, do pokoju wszedł Bill. Dred natychmiast ode mnie odskoczył, a na moja twarz wkradło się zmieszanie, chociaż nic złego nie zrobiliśmy.
-Tom, zmywamy się, bo zaraz ma przyjechać David i mamy występ na żywo w RTL-u. - powiedział beznamiętnie Bill.
-No spoko. To ja schodzę już na dół. Trzymaj się laseczko :* - powiedział i ponownie dał mi cmoka w policzek. Wyszedł zamykając za sobą drzwi. Bill milczał.
-Dlaczego musicie już iść? :( - spytałam robiąc smutną minkę.
-Mówiłem, że David zaraz przyjedzie i mamy występ. - odpowiedział siląc się na obojętny ton głosu.
-No skoro tak, to O.K. Rozumiem. - powiedziałam udając obojętną.
-To ja spadam, pa. - powiedział i już miał wyjść, ale zawołałam:
-Chodź tu Kotuś na chwilę.
Bill posłusznie do mnie podszedł. Stanął naprzeciwko mnie i uważnie mi się przyglądał. W sumie ja mu tak samo. Moja uwaga była skupiona na jego piwnych oczach. Były takie... takie tajemnicze. Ślicznie błyszczały i uśmiechały się do mnie. Jego tęczówki miały w sobie jakąś moc, bo nie mogłam się w nie napatrzeć. Ciągle, za każdym razem, nawet gdy jeszcze z nim nie byłam, właśnie jego oczy robiły na mnie największe wrażenie. Nawet pierwszego dnia, gdy się poznaliśmy te piwne oczęta utkwiły mi głęboko w pamięci.
-Aniołku.... - zaczął.
-Ciiii... - powiedziałam i położyłam palce na jego ustach. Były takie delikatne, jak u żadnego innego. Chwilę na nie popatrzyłam po czym, stając lekko na palcach, zatopiłam się w ich delikatności. Powoli zatapiałam się w smaku jego ust. Bill delikatnie wsunął język w moje usta i nasze języki zaczęły swój własny taniec. Czułam się, jak w raju. Pocałunek z Billem wywoływał we mnie jakieś dziwne uczucie, uczucie niedosytu, uczucie pragnienia więcej i więcej... po kilku minutach oderwaliśmy się od siebie. Bill wyszczerzył się w swój piękny uśmiech i cicho szepnął:
-Kocham Cię Aniołku ;*
Zatkało mnie, a w oczach pojawiły się łzy... Łzy radości i szczęścia. Uśmiechając się przez nie odpowiedziałam:
-Ja Ciebie też kocham Bill :* - i pocałowałam go ponownie.
Całowaliśmy się pewnie jeszcze długo, gdyby nie dochodzące z dołu wołania Toma, który najwyraźniej już się niecierpliwił. Oderwaliśmy się od siebie, złapaliśmy za ręce i razem zeszliśmy na dół. Tom widząc nas trzymających się za ręce uśmiechnął się szeroko i powiedział:
-Słuchaj bratowa, ja Ciebie bardzo, ale to bardzo lubię, ale słuchaj... mam prośbę. Nie zbałamuć mi brata :P
-Ha ha ha... bardzo śmieszne :P – zaśmiał się Bill i spojrzał na brata, który w tym czasie udawał, że podziwia sufit przedpokoju, jednakże odpowiedział:
-Ale prawdziwe młody :P
-Spadaj... :] - zaśmiał się Bill.
-Ty brat... - nagle Toma olśniło.
-Yhym? - spytał zakładając buty.
-Na którą mamy ten wystąp?
-Na 20 chyba, a co? -spytał i wyprostował się, po czym przyciągnął mnie do siebie.
-A to może Ann poszłaby z nami, co? Co Ty o tym myślisz? W końcu to Twoja połówka, co nie? :]
-Mi się ten pomysł bardzo podoba. Widzisz braciszku, jak chcesz to czasem uda Ci się powiedzieć coś mądrego :P – zaśmiał się czarnowłosy do brata po czym zwrócił się do mnie: - A Ty Ann, co o tym myślisz?
-Bardzo fajnie, że Toma olśniło :P hehe :) ale ja nie wiem, czy ja mogę. Przecież ten cały David mnie nie zna i nie wiem czy będzie zadowolony, że ja jadę z wami. - powiedziałam.
-To Cię pozna :) i będzie zadowolony, zobaczysz ;* - powiedział Bill i dal mi cmoka w policzek.
-To słuchaj... to pewnie będzie tak, że zawsze po takim występie jedziemy na jakieś party, więc ubierz się jakoś fajnie :D – powiedział Tom.
-A ten strój Ci się nie podoba? - spytałam.
-Widziałem Cię w ładniejszych :P – zaśmiał się, za co dostał ode mnie kuksańca.
-Dobra Aniołku, to o 18:30 jesteś u mnie tak? Albo nie. My podjedziemy po Ciebie. - powiedział Bill i namiętnie mnie pocałował. Znowu świat mi zawirował i chociaż był jeszcze dzień ja widziałam przed sobą 1000 gwiazd, a może i nawet milion.
Pożegnaliśmy się i chłopcy poszli. Nic mi nie pozostało, jak wzięcie szybkiej kąpieli i doprowadzenie się do jakiegoś normalnego wyglądu. Tom miał rację, w dresach nie mogłam pojechać, więc chcąc nie chcąc musiałam się przebrać :) Przygotowania zajęły mi godzinę, szczerze mówiąc to jakoś szybko się wyrobiłam :) Nawet szybciej niż się tego sama po sobie spodziewałam. Podbiegłam szybko do pokoju, z szafy wyciągnęłam jakieś ciuchy, ubrałam się, uczesałam, zrobiłam makijaż, zobaczyłam się w lustrze. Było... O.K :)
Usiadłam sobie w salonie i zamyśliłam się.... Po raz pierwszy z jego ust usłyszałam „kocham Cię”. To było niesamowite. Mimo tego, że nie po raz pierwszy słyszałam te słowa to one zrobiły na mnie nieziemskie wrażenie, sprawiły, że nie mogłam się nad niczym skupić i niczego zrobić jak należy. Dały mi tyle szczęścia ile tylko chciałam mieć w tej chwili... :)
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
*****
Mam nadzieję, że Wam sie podoba notka... ;*
komentarze [12]
9. Zaskoczenie i niespodzianka... >> środa, 31 października 2007 10:42:59
Witam Was bardzo serdecznie :)
Na samym początku chciałam Was przeprosić za to, że tak długo nie było żadnej notki (nie wliczam informacyjnej :P), ale naprawdę nie miałam czasu, a teraz korzystając z tego, że jestem chora udało mi się coś naskrobać :) Mi osobiście się podoba :P - wiem, skromna jestem :) :P no, ale cóż...
Mam nadzieję, że wybaczycie mi tę moją długa nieobecność i chętnie skomentujecie tę notkę :)
Buziaczki dla Was wszystkich ;* i dla tych, którzy czekali i dla tych, którym się nie chciało :*
Dobra już nie smęcę, zapraszam na kolejna notkę :)
Liczę na komentarze pod nią ;)
*****
Zamurowało mnie... W rogach pokoju stały kosze pełne róż (różowe i białe), na podłodze były porozsypywane płatki czerwonych róż i gdzie niegadzie stały świeczki nadając półmrok w pokoju. W tle grała spokojna muzyka, raczej ballada.
Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Byłam zaskoczona. Zastanawiało mnie, co to za dziewczynę Bill chce poprosić o to chodzenie i w myśli zaczęłam jej zazdrościć, ale niczego po sobie nie pokazałam.
Rozglądając się z zachwytem po pokoju spytałam cichutko:
-A gdzie ta dziewczyna, którą chcesz spytać o chodzenie?
-A no niedawno przyszła :) - odpowiedział z uśmiechem Bill.
-A to ja już pójdę, a Ty ją tutaj przyprowadź. Powodzenia. - powiedziałam i już chciałam wyjść z pokoju, kiedy usłyszałam za sobą słowa Billa:
-Zostań.
-Ale po co? - spytałam zaskoczona. - Nie poradzisz sobie sam dalej? - próbowałam zażartować, chociaż w sercu miałam inne uczucie.
-Zależy mi na tym, żebyś została. - odpowiedział spokojnie i zbliżył się do mnie. Nasze twarze były blisko siebie,a oczy wpatrywały się w siebie z ogromną...ciekawością.
W pierwszej chwili miałam ochotę go pocałować, ale chwilę później się opanowałam, bo przecież lada moment miał poprosić inną o chodzenie. Uśmiechnęłam się od niechcenia i powiedziałam siląc się na spokój w głosie:
-Dobra Bill, życzę Ci powodzenia i mam nadzieję,że będę mogła poznać Twoja połówkę :)
Bill nic nie powiedział. Uśmiechnął się tylko słodko i odsuwając się ode mnie podszedł i zamknął drzwi. Zaskoczona stałam nadal w bezruchu uważnie obserwując zachowanie czarnowłosego chłopaka.
-Naprawdę chcesz ją poznać? - spytał nagle.
Głośno przełknęłam ślinę i potakująco kiwnęłam głową. Bill znowu się uśmiechnął i podszedł bliżej mnie. Nieśmiało spojrzałam mu w oczy i w tym momencie jego twarz spoważniała. Oczy przybrały ciemniejszy kolor,a mięśnie delikatnie zaczęły drgać. W pokoju panowała cisza, tylko muzyka zakłócała głośne bicia naszych serc.
Usta Bill były coraz bliżej moich. Chciałam sie odsunąć, ale jakoś nie mogłam. Czułam się jak sparaliżowana. Moje serce biło z każdą sekundą coraz to szybciej,a twarz Billa była coraz bliżej. Chciałam coś powiedzieć, ale nie zdążyłam. Nasze usta dotknęły się.
Bill najpierw delikatnie je cmoknął,a gdy nie spotkał żadnego oporu jego końcówka języczka przejechała po mich ustach, co spowodowało, że lekko je otworzyłam. Wtedy Czarny nie czekając na nic wsunął wewnątrz język i zaczęło się. Nasze języki zaczęły wykonywać taniec, ale taki,że tylko one znały do niego rytm. Ręce Billa powędrowały na moje biodra, zaś moje na jego ramiona i kark.
To co wtedy czułam było niesamowite. Motylki w brzuchu to mało powiedziane. Czułam, jak każda część we mnie się uśmiecha, chociaż wiedziałam, że z tego nic nie będzie, bo on zaraz inną poprosi o chodzenie. Ta myśl sprowadziła mnie na ziemię. Oderwałam sie od Billa i spytałam:
-Dlaczego to zrobiłeś? Zaraz przecież inną poprosisz o chodzenie.
-Oj głuptasku słodki :) - uśmiechnął się nadal trzymając mnie za biodra. - Nadal nic nie rozumiesz?
-Ale,co ja mam rozumieć? :|
-Ann... chciałabyś ze mną chodzić? - spytał nie każąc mi długo czekać.
-Ale... ja... przecież Ty... - jąkałam się.
-Mam rozumieć, że tak? - spytał.
Nic nie powiedziałam. Spojrzałam w jego piwne tęczówki i stając na palcach pocałowałam w usta. Pocałunek znowu podążył własnym rytmem, a nasze serca wraz z nim. Po pocałunku staliśmy wpatrując się w siebie. Nie musiałam nic mówić,żeby Bill widział iż jestem szczęśliwa. W sumie i on nic nie mówił, jego oczy robiły to za niego.
Minęło kilka godzin odkąd poszłam z Billem do niego, a czas niestety leciał nieubłaganie :(. Nim się spostrzegłam była już 22:30 :/ czas było wracać do domu,ale tak mi się nie chciało...
-Bill? - spytałam.
-Tak? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Odprowadzisz mnie do domu?
-A już chcesz iść? ;( - spytał robiąc smutna minkę.
-Muszę. Jest 22:30. - odpowiedziałam i powoli wstałam z łóżka tym samym oswobadzając się z jego uścisku, w którym leżeliśmy na łóżku dobrych kilka godzin.
-Aniołku, jeszcze chwilę. - prosił.
-Bill... już jest późno, jutro się zobaczymy. Chodź. - powiedziałam ciągnąc go za rękę. Chłopak wstał. Podszedł do mnie i dał mi słodkiego całusa.
Pech sprawił, że schodząc po schodach napotkaliśmy Toma :/ Nie, żebym go nie lubiła, ale jakoś ostatnio nie jesteśmy dla siebie zbyt mili i nie możemy się ze sobą dogadać :|
-A Ty jeszcze tutaj? - spytał Dred.
-Na szczęście już stąd idę, nie muszę przebywać w Twoim towarzystwie. - odpowiedziałam.
-Chwała za to. A Ty brat dokąd? - spytał zwracając się do bliźniaka.
-Idę odprowadzić swoją dziewczynę do domu
-Że niby Ty i Ann..., że wy... - jąkał się Tom.
-Co za głąb - pomyślałam i chwilę po tym powiedziałam: - Przestań się jąkać.
Zeszłam po schodach zostawiając bliźniaków samych.
-Tom, pogadamy jak wrócę. - powiedział Bill i zszedł do mnie, po czym razem wyszliśmy z domu.
Na ulicach było już ciemno. Nikogo nie było ani żywej duszy :) szliśmy trzymając się za ręce i rozmawiając o wszystkim. Czułam się cudownie. Kiedy znaleźliśmy się pod moim domem spytałam Billa.
-Dlaczego akurat ja?
-Masz w sobie coś czego nie ma żadna inna. Ty potrafisz mnie zrozumieć oraz tylko Ty potrafisz wzbudzić we mnie zazdrość i złość. To przy Tobie moje serce bije jak szalone. - odpowiedział i nic nie mówiąc pocałował mnie.
Pożegnaliśmy się i wesz.lam do domu. Cicho wczłapałam się na górę do pokoju. Przebrałam sie w piżamę i położyłam spać. Czułam się szczęśliwa. Bill również mi się podobał i czułam sie przy nim wyjątkowo. Sama nie wiem kiedy zasnęłam...
*****
Kiedy tylko wróciłem do domu swoje kroki skierowałem do pokoju mojego brata skąd dobiegały dźwięki gitary. Wiedziałem, że jest zły, bo zawsze grał ballady, gdy coś było nie po jego myśli lub gdy miał doła. Na dała mi to raczej nie wyglądało, więc została możliwość złości.
Nie pukając wszedłem do jego pokoju. Natychmiast przestał grać. Odłożył swojego kochanego Gibsona na łóżko i spojrzał na mnie. Milczał. Wpatrując się w jego oczy mogłem dostrzec swoje odbicie, były tak szkliste, ale widziałem coś jeszcze... nie mogłem w to uwierzyć.
-Tom, co się stało? - spytałem siadając obok brata na łóżku.
-Nie się nie stało. Czemu pytasz? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Znam Cię i to czasem lepiej niż Ty sam. Powiedz, co jest. - nalegałem.
-Masz czasem takie uczucie, że wszystko zaczyna Ci się walić, że nie wiesz, co ze sobą zrobić, że znudziło Ci się to co robiłeś dotychczas i masz ochotę na coś nowego? Masz coś takiego? - spytał uważnie mi się przyglądając, a jego oczy stawały się coraz większe i bardziej szkliste.
-Jasne, że mam tak czasem wiesz o tym. Ale co się stało z Tobą? Z chłopakiem, który zawsze był pewny tego, co robi i cieszył się chwilą?
-No bo... ja już sam się zgubiłem. Niby od zawsze marzyłem o zespole, prawda? To było w sumie naszym wspólnym marzeniem. Spełniło się, ale... co dalej? Każda ma mnie za babiarza. Nie przeszkadza mi to, bo nie jestem takim romantykiem jak Ty, ale... - urwał i jedna łza spłynęła mu po policzku. Byłem w szoku. Dawno już nie widziałem Toma w takim stanie, ostatnimi czasy to on pocieszał mnie, a nie ja jego. Wziąłem głęboki oddech i patrząc na brata, a dokładnie w jego piwne tęczówki spytałem:
-Ale co? Tom, co się stało?
-Ingela.
-Co z nią? - nadal ciągnąłem choć nie wiedziałem dlaczego.
-Hmm... w sumie nie wiem czy z nią coś, czy może jednak ze mną... - odpowiedział.
-Nadal nie bardzo rozumiem.
-Chodzi oto, że ona nie jest pewna, czy chce ze mną być, bo... mam opinie babiarza! :/
-Że niby ona nie wie, jaki Ty jesteś? Przecież znamy się z nią już jakiś czas. - powiedziałem.
-Najwidoczniej :( - odpowiedział smutnym głosem.
-Tom, nie martw się. Będzie dobrze, zobaczysz. - starałem się go pocieszyć i w geście braterskiej miłości przytuliłem go.
-A Ty naprawdę jesteś z Ann? - zapytał po chwili.
-Tak :) - odpowiedziałem wesoło.
-Myślisz, że to dobry pomysł? Że już zapomniałeś o tamtym?
-Tom, nie mogę ciągle żyć przeszłością. Nie mogę ciągle odwracać się do tyłu, sam mi to zawsze powtarzałeś. - odpowiedziałem.
-Myślisz, że ona Ci pomoże, że z nią dasz radę? - spytał poważnie mój brat.
-Czuję się przy niej inaczej niż przy poprzednich dziewczynach. Coś mi mówi, że muszę z nią spróbować. - odpowiedziałem, na co mój brat powiedział:
-I to tez wielka miłość, jak każda poprzednia? :)
-Ej, to jest nie fair :/ Z każdą dziewczyna, z która byłem łączyło mnie coś więcej niż Ciebie z nimi łączy ;P – odgryzłem się.
-Ok. Jesteśmy kwita. A tak poważnie, to życzę Ci powodzenia :) Ona jest naprawdę świetną dziewczyną i mam nadzieję, że dla Ciebie :) - powiedział mój starszy bliźniak.
-A Tobie coś się stało? :| - zdziwiłem się. - Nigdy mi tego nie życzyłeś z dziewczyną, która również Tobie się podobała.
-Widzisz młody, ludzie się zmieniają ;) - próbował się zaśmiać.
-Nie mój brat :) - zaśmiałem sie. - A dlaczego Ty i ona się tak kłócicie? Przecież jesteście przyjaciółmi. - zauważyłem.
-Bo Twoja dziewczyna jest tak samo uparta i dumna jak Ty Bill. Powiedziałem jej parę zdań dziś i wiem, że miałem rację, bo w sumie już jesteście ze sobą, ale ona nie umie przyznać mi racji. - odpowiedziało moje lustrzane odbicie.
-Heh... wy to macie problemy. Ale wracając do pierwotnego tematu, to co z Tobą i Ingelą? - spytałem.
-A czy Ty czasem mógłbyś zapomnieć? Niby taki egoista z Ciebie :) - zaśmiał się Tom, choć jego oczy mówiły coś innego.
-Dla Ciebie robie wyjątek, więc opowiadaj... - odparłem.
-Chodzi oto, że ona chce czasu, chce się nad tym wszystkim zastanowić i jest zazdrosna o Ann :/ - skrzywił się mój brat – Nie mówię, że ona mi się nie podoba, ale przecież nie poszedłem do Ann tylko do niej i z nią byłem... jestem... więc nie bardzo rozumiem :( - posmutniał.
-Może daj jej tego czasu, co?
-Dałem, tylko nie wiem ile ona go chce tak naprawdę i na co jej on... - westchnął mój brat.
Siedziałem z Tomem do rana i rozmawiałem na różne tematy. Obaj dawaliśmy sobie rady :) Zobaczymy tylko który i jakie wykorzysta o ile w ogóle wykorzystamy jakiekolwiek, bo raczej z Tomem jesteśmy indywidualistami.
Tej nocy żaden z nas nie spał, a nad ranem zrobiliśmy sobie mała próbę, która w rezultacie obudziła mamę i za co dostaliśmy bure :P
*****
Mam nadzieję, że podobała Wam się notka i... data pojawienia sie kolejnej zależy od Was :*
Ann =]]
komentarze [9]
...::... INFORMACJA 4 ...'::... >> wtorek, 16 października 2007 19:45:05
Witajcie moi kochani czytelnicy :)
Na samym początku chciałam Was wszystkich bardzo przeprosić za to, że nie dodałam żadnej notki od tak długiego czasu, ale naprawdę ja nie mam żadnej wolnej chwili :(
Matura to tragiczny czas - trzeba sie tyle uczyć, że szok :| Nie tak dawno były wakacje,ale ja już nawet o nich nie pamiętam. W sumie nauczyciele skutecznie sprawili, że zapomnieliśmy o nich już 4 września :/ Co chwila coś zadają, co chwila pytają no i jak ktoś nie umie to "drą jadaczki", ale zapomnieli o tym, że nie tylko z jednego przedmiotu zdajemy maturę, no ale cóż...życie :)
Ostatnio miałam też próbną maturę z historii, więc cały wolny czas, którego i tak nie mam za dużo poświęciłam właśnie na naukę z tego przedmiotu. Mam nadzieję, że nie poszła ona w las jak to sie mówi i będą dobre wyniki :) a żeby było śmiesznie to i w listopadzie mam kolejną maturę, również z historii :) hehe...
W ogóle u mnie w życiu osobistym tez nie jest za wesoło i nie mogę się skupić nad tym co robię.... :( Rozstałam się z chłopakiem, który był dla mnie całym życiem i tak jakoś niestety nic mi się nie chce ani na nic nie mam sił...
Mam nadzieję, że mi wybaczycie to, że nie dodam dziś też kolejnej notki, ale proszę - zrozumcie... Postaram się jednak, jak tylko znajdę czas, dodać kolejną notkę z opowiadaniem... :)
Trzymajcie się cieplutko... :*:*:*
komentarze [7]
...::...INFORMACJA 3...::... >> czwartek, 26 lipica 2007 08:48:00
Siemanko moi Kochani :)
Na samym początku chciałam podziękować wszystkim tym, którzy wchodzą, czytają i komentują mojego bloga! :) Wielkie Dzięki Słonka! :*
Teraz chciałam przeprosić za to, że nie weszłam na żadnego bloga, ale wybaczcie - naprawdę nie mogę i nie mam czasu na to teraz :( Ale OBIECUJĘ,że nadrobię wszystkie zaległości jak tylko wrócę... :)
Teraz następna sprawa... Kolejna notka pojawi się dopiero po moim powrocie, że tak powiem w dość osiadłe miejsce :p Jutro wyjeżdżam jeszcze dalej i nie będę miała dostępu do komputera do jakiegoś 15.08.2007 :( ale w tym czasie nabiorę jakiejś weny na pisanie - mam nadzieję :)
Kolejna sprawa....jeśli idzie o powiadamianie - Słonka... ja mogę każdego powiadomić, ale muszę mieć jakieś namiary! Pamiętajcie! :)
A teraz spadam do końca się spakować i zaraz mnie już nie ma... Trzymajcie się :* Paa:*:*
Ann =]]
komentarze [18]